Wakacje w toku, za nami pierwsze letnie wędrówki, wyjazdy i treningi. Na razie tylko w okolicach Poznania, ale już niedługo wyruszymy z maluchem na 10 dni do Świnoujścia :) Mały Kendo będzie pierwszy raz tak daleko od domu!
Z Luniakiem oraz Natalią i Cody'm odbyłyśmy też udany trening w szkole Radosny Pies, gdzie wynajmowałyśmy już kiedyś tor, a jak wiadomo, agilitująca Luna to rzadki widok ;)
Maluch zawiera nowe znajomości i podtrzymuje stare ;)
Poznańska Malta o zachodzie słońca:
Całą rodziną udaliśmy się także nad jezioro...
Generalnie dni upływają nam na niezliczonych spacerach (lecz ostatnio nadszedł w końcu przełom w nauce czystości, co gdy mieszka się na 7 piętrze w bloku wcale nie jest łatwe ;)) i przeczekiwaniu upału... A już za tydzień nastąpi pierwsze spotkanie małego Kednusia z ogromnym Bałtykiem :)
No i jest już po długo wyczekiwanych zawodach... Wyczekiwanych nie tylko ze względu na możliwość spotkania się ze znajomymi psiarzami z całej Polski i obejrzenia wspaniałych i widowiskowych występów, lecz także z powodu naszego debiutu! Z początku stresu było niemało, ale po przemyśleniach doszłam do wniosku, że chodzi tu tylko o to, aby się sprawdzić i dobrze bawić :) W końcu to debiut, żadna z nas nie ma doświadczenia w występowaniu na zawodach, więc nie mogę spodziewać się cudów... będzie co będzie ;)
Zgłosiłam się celowo jako ostatnia, chcąc startować na samym początku, kiedy będzie mało widzów i psów oraz temperatura nie osiągnie jeszcze najwyższych stopni. Miało to oczywiście swoje plusy, ale i minusy. Jeden z nich był taki, że czas naprawdę nas gonił. Nie pomagało to przy tak nadpobudliwym psie, jakim jest Luna, która po jeździe samochodem na Cytadelę myślała tylko o powrocie do auta! Sucz bardzo emocjonuje się jazdą i tym razem nie chciała nawet spojrzeć na dysk. W końcu jako tako udało się ją nakręcić, rozgrzać, i gotowe do występu zjawiłyśmy się na polu startowym :)
Na początku była jeszcze trochę rozkojarzona, dodatkowo wyczuła chyba mój stres, no i zdziwiła ją banda otaczająca pole startowe. Po chwili jednak się rozkręciła i jakoś poszło :)
Niestety nie wyszedł multiple na plecach, passing był niezłapany i to zupełnie nie w stylu Luny. Zdecydowanie brakowało jej pewności siebie, co spowodowane było wymienionymi przeze mnie czynnikami. Wiem, że nie pokazała na co ją stać w 100%, na treningach zawsze mega się stara, mamy więc świetną łapalność, tym razem natomiast nie wiedziała za bardzo co zrobić z lecącym dyskiem, nie łapała go, bądź w ogóle odpuszczała pogoń.
W tym miejscu muszę gorąco podziękować moim kibicom, czyli niepowtarzalnej, dzielnej i wspaniałej drużynie Fast & Furious wzbogaconej o niejaką Paulinę od Lucy- reprezentantkę bydgoskiego klubu Devil Dogs :) Dziewczyny zjawiły się na Cytadeli już z samego rana! Wyrazy wdzięczności dla Pauliny za filmik i Natalii za zdjęcia ;)
Po freestyle'u, co do którego miałam raczej mieszane uczucia, czekałam na rundę Toss&Fetch, obmyślając jak najlepiej ją rozegrać. Mimo, że normalnie używamy Eurablendów, które jako jedyne do tej pory jako tako opierają się zębiskom Luniaka :P, zdecydowałam się na rzucanie Hero Xtra. Używałam ich kiedyś, wiem, że latają świetnie i są o wiele lżejsze od Eurablendów, a więc łatwiej rzucać nimi na dłuższe odległości. Po rozmowach z Pauliną, która była właścicielką tegoż dysku, zdecydowałam się na rzucanie właśnie nim i szybko udałam na trening rzutów. Po kilku próbach stwierdziłam, że idzie mi całkiem nieźle! Rzuciłam Tossa Lucy :D i dalej tkwiłam w przekonaniu, że naprawdę nie jest źle :P
Jak się okazało, po rundzie freestyle byłyśmy przedostatnie, startowałyśmy więc jako drugie. Czasu było naprawdę niewiele, szybko poleciałam po psa, rozgrzałam go, i pełna obaw weszłam na pole startowe. Zaraz też zaczął się nasz występ i... wiatr. Wiejące zza moich pleców podmuchy skutecznie utrudniały rzuty, przyduszając dysk do ziemi zanim Luniak zdążył do niego dobiec. Ponieważ tym razem Luna stanęła na wysokości zadania udało jej się złapać jeden mój nieudany, skręcający w lewo rzut, toteż dzięki temu zyskałyśmy 2 punkty i awansowałyśmy na miejsce trzecie od końca :P I tak byłam zadowolona, że psica przyzwyczaiła się do panujących warunków i mimo tego, że nie była maga nakręcona na dysk ładnie pracowała, choć do dziś trochę żałuję, że jednak nie rzucałam własnymi Eurablendami ;)
Teraz obmyślam zaatakowanie DCDC Sopot, do którego będę mogła lepiej się przygotować, a Luna będzie oswojona z sytuacją ;) Nie wiem, czy nasz wyjazd dojdzie do skutku, ale bardzo bym chciała!
Wróćmy jednak jeszcze na moment do piątku poprzedzającego opisane wcześniej wydarzenia :) Był to dzień, w którym razem z Dominiką od Lu, Ekoni i Natalią z Codym pojechałam odebrać z dworca nocujące u mnie Paulinę i Lucy! (Dzięki za wspaniały prezent-niespodziankę: śliczną obrożę dla szczeniorka z bardzo dużym zakresem regulacji z FUNtastic Collection :) ) Towarzyszył mi Kendo, który miał świetną socjalizację i okazję do rodzinnego spotkania!
Kendo i rodzice chrzestni- Cody i Lucy ;)
Z wielkim zaangażowaniem bawił się z bratem Westem :D
Walki psów!
Zderzenie 'nosowe' ;)
Zarówno Kendo, jak i West trenują już oczywiście obedience na najwyższym poziomie i umieją zostawać na odległość 1000 metrów :P
Ponieważ w piątek było wyjątkowo upalnie postanowiłyśmy przejść się nad okoliczny stawek, zmoczyć psy i nogi :P A skończyło się na...
Trenowaniu do Dock Diving!
W niedzielę Pan Kropek również towarzyszył mi na Cytadeli, pięknie się szarpał i aportował w rozproszeniach, ładnie się wyciszał kiedy trzeba było, witał się wylewnie z ludziami i pieskami, a co najważniejsze- poznał swoje przyrodnie rodzeństwo z poprzedniego miotu Weny oraz bawił się z braciszkami- Nai'em, Nismo, N- Gine i znów Westem :)
Ogromne gratulacje dla taty mojego maluszka- Arsiego i właścicielki Ani Radomskiej za zajęcie I miejsca w SuperOpen i wygranie Frisbatelki
oraz dla przyrodniej siostry Hondy i Pauli Gumińskiej za III miejsce w SuperOpen :)
Przypominając sobie pierwsze zawody DCDC odbywające się w Poznaniu w 2010 roku uświadamiam sobie, jak wiele się od tego czasu zmieniło. Właściwie właśnie wtedy narodziła się moja największa pasja i powód, dla którego tak wiele przepracowałam z Luną. Od uciążliwej agresji wobec pobratymców, lęku separacyjnego, przez opanowanie emocji, na zwykłym aporcie skończywszy... Wtedy nigdy bym nie uwierzyła, że za 4 lata sama będę stać na tym polu startowym właśnie z Luną, że właśnie ten pies podczas treningów będzie całkowicie skoncentrowany na mnie, oczekując możliwości schwytania plastikowego talerzyka oraz że będę już miała kolejnego psiaka, zapowiadającego się w tym sporcie bardzo obiecująco... Naprawdę, dużo się od tego czasu zmieniło :)
I tak po trzech tygodniach naszego wspólnego życia Kendo doczekał się własnego filmiku! Czyli kilka scenek z życia małego potwora :) (Proponuję oglądać w jakości HD.)
+ Kilka zdjęć Pana Kropka, który już niedługo skończy 11 tygodni!
Pierwsze spotkanie z korytkiem pełnym ziemi ;)
Targetowanie noskiem.
Luna chcąca zjeść malucha :P
Potwór!
Dwa małe, zmokłe zgredki, czyli spacer z braciszkiem Nismo :)
Niedawno zdałam sobie sprawę, że do DCDC w Poznaniu niecały miesiąc... Chyba muszę częściej ćwiczyć rzuty, żeby nasz toss jakoś wyglądał :P
W zeszłą środę miałam z Luną niezłe przygotowanie! Pokaz frisbee w szkole :) Nie ukrywam, byłam pełna obaw ponieważ Luna miała ostatnio kolejny 'kryzys' jeśli chodzi o motywację i zaledwie kilka dni wcześniej udało mi się to troszkę naprawić, naokoło stali ludzie, grała głośna muzyka, ja byłam lekko zestresowana... A ona... dała z siebie wszystko! :D Jestem z niej mega dumna i zadowolona :) Mimo TYLU rozpraszaczy była skupiona, myśląca, nie zwracała uwagi na tłum, pięknie robiła wszystkie tricki i łapała dyski. Niestety, nie mam na razie żadnych zdjęć ani filmików- pokaz był częścią przygotowanego przeze mnie i moją grupę (w tym Ekoni, która prezentowała z Flopi grę na bongosach ;)) projektu gimnazjalnego. Każda grupa miała już na początku roku szkolnego wybrać jeden z tematów dotyczący wszystkich szkolnych przedmiotów, a wiadomo, kiedy na liście zobaczyłam hasło: ,,Pies, prawdziwy przyjaciel człowieka" (z biologii) wiedziałam, że tylko w tym będę mogła się spełnić i zabłysnąć ;) Tak więc podczas prezentacji powiedziałam co nieco o psiej psychice, a potem nadszedł czas na pokaz, który okazał się prawdziwym hitem! ;D Niestety, z opisanych przeze mnie przyczyn nie mogłam poprosić nikogo o filmowanie, zaraz po części teoretycznej musiałyśmy lecieć na boisko, by zmieścić się w czasie jednej lekcji! Liczę na to, że może ktoś coś pstryknął i uda mi się jeszcze odnaleźć- zobaczymy ;)
Kendo tymczasem aktywnie i bardzo intensywnie się socjalizuje, poznaje nowe miejsca, ludzi i psy. W czwartek przyjechały do nas Paulina i Lucy. Lunę zabrałam na dworzec by odebrać gości, i poszłyśmy od razu na pobliską Cytadelę. Jak wróciłyśmy do domu malec poznał nową psią mentorkę, za którą chodził na spacerach krok w krok i pobierał nauki :) Tym sposobem, poprzez naśladowanie nabył nową umiejętność- tarzanie się w trawie! (od Luny nauczył się wcześniej rozkopywać kretowiska)
Oczywiście nie obyło się bez przygód ;) By pozwiedzać trochę Poznań wybrałyśmy się z psiakami nad jezioro Maltańskie. Nawet nie zwróciłyśmy uwagi, na nadchodzące chmury, jednak do czasu... Gdy zaczęłyśmy na dobre spacerować po lesie, złapała nas prawdziwa ulewa- trwające do końca spaceru urwanie chmury! Wszyscy wyglądaliśmy, jakbyśmy skąpali się w stawie- byliśmy przemoczeni do suchej nitki ;)
Jestę borderę...
Borderek rośnie, jak na drożdżach! Czasami sama się dziwię, kiedy tak urósł :) Cały czas dokazuje, jest przyjacielski i wesoły. Mały Gacek jest strasznym odkurzaczem wszystkiego, co da się zjeść, więc zabieramy się ostro za naukę komendy "zostaw" :P
Poza tym uwielbia błoto i rozkoszuje się nim zawsze kiedy tylko nadarzy się okazja!
Niedawno mój Pan Kropek poznał Ekoni i Flopi oraz ich nowy dom i ogród! Psiaki bardzo się zaprzyjaźniły, maluch zwiedził nowe tereny, ładnie relaksował się w obcym miejscu i chętnie pracował! Na pewno nie będzie to ostatnia nasza wizyta :)
Z Luniakiem tymczasem dogadują się bardzo dobrze. Początkowo izolowaliśmy psiaki od siebie, a ich kontakt odbywał się pod ścisłym nadzorem. Obecnie nie ma takiej potrzeby- Luna okazała się ostoją anielskiej cierpliwości, pomimo tego że bezczelność szczeniorka przekracza wszelkie granice! Przykładowo w sytuacji kiedy Luniak pije wodę z którejś miski, a mały jest akurat w pobliżu, zaczyna chłeptać jednocześnie, a nawet próbuje odgradzać naczynie własnym ciałem! Niezmiernie intryguje go klatka starszej koleżanki, wskakuje do niej w trakcie gonitw po mieszkaniu, przekopuje posłanie, podgryza kołderkę, wykrada stare luniane zabawki, choć zaopatrzyłam go w cały arsenał własnych (cudze fajniejsze), pozwala sobie również wpychać się tam, kiedy odpoczywa w niej prawowita właścicielka i zaczepiać ją gryząc i powarkując! Luna także lubi poznęcać się nad jego zabaweczkami, chociaż własnymi nie interesuje się właściwie wcale- dla niej zabawka sama w sobie nie jest fajna, zaczyna być interesująca jedynie podczas współpracy z człowiekiem :) Jej również zdarzyło się myszkować w jego kenelu w poszukiwaniu jakichś lepszych kąsków (Kendo jest tam zazwyczaj karmiony), a raz nawet porwała jego maleńki, szczenięcy Kong z resztką jedzonka w środku, robiąc to bardzo ostrożnie i delikatnie ;)
Podsumowując... Ciekawe jest życie z papisiem szczekającym na włączony telewizor i drapiącym swoje odbicie w lustrze :D Wszystko pięknie nam się układa! Kendo jest przesłodkim szczeniorkiem, choć potrafi pokazać różki ;) Czekamy, co też z niego wyrośnie!
A więc muszę oficjalnie ogłosić, że od poprzedniego piątkowego wieczoru jest to blog Luny oraz Kendo :) Szczenior jest już z nami tydzień!
Cóż mogę o nim powiedzieć... Jest małą, słodką, puszystą piranią :D Jak każdy szczeniak bardzo absorbuje uwagę, zdarzają mu się 'wpadki' z siusianiem w domu, lubi urządzić sobie polowanie na ręce... Ale wspaniale się szarpie, jest wesoły i aktywny, powoli uczy się kontroli zacisku małych szczęk i spania w klatce :) Muszę się pochwalić, że ten mały puszek umie już siadać i kłaść się na komendę, targetować nosem i na chwilę skupiać na mnie swoją uwagę! Nie przeżywał też jakoś bardzo rozstania z mamą, dość fajnie przesypia noce, oszczędzając nam koncertów ;)
Kendo wprowadza też w moje życie kilka nowości i nie chodzi tu wcale o samo posiadanie drugiego psa. Po pierwsze, do tej pory miałam same krótkowłose czworonogi, a mój border ma przecież dłuższy włos ;) Niby to nieistotna różnica, ale jednak! Przede wszystkim zdziwiło mnie to, że maluch wcale nie chce kłaść się na swoim specjalnie zakupionym, mięciutkim kocyku (który stał się raczej jedną z najulubieńszych zabawek :D), woli na gołej stali, lub płytkach :) Ida, mój- można powiedzieć- pierwszy pies, kładła się zawsze tam, gdzie było najgrubiej i najbardziej miękko, Luna podobnie ;) A ten mały Puchatek wyraźnie się pod tym względem wyróżnia!
Amator marchewki! <3
A co mnie najbardziej denerwuje? Bez wątpienia reakcje innych ludzi na spacerach... Po prostu NIE MOŻNA wyjść spokojnie z papisiem na dwór, żeby ktoś nie zaczepił, nie chciał pogłaskać czy nie zacmokał, kiedy właśnie próbuję przywołać malucha... Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że szczeniaki budzą powszechny zachwyt, a nawet na początku śmieszyły mnie spojrzenia ludzi na puchatą kuleczkę, ale teraz coraz bardziej mnie to wkurza. Już niedługo trzeba będzie zastosować jeden z 'magicznych' zwrotów typu ,,Proszę nie głaskać, on ma zakaźną chorobę skóry/ wytarzał się w śmieciach/ zjadł kupę!". Mam nadzieję, że to odstraszy potencjalnych głaskaczy ;)
Niewtajemniczonym wyjaśnię- Kendo zwany jest Panem Kropkiem, ze względu na swoje... kropki ;) Jest najbardziej nakrapianym szczeniaczkiem w miocie!
Ostatnie chwile spokoju Luna wykorzystała możliwie jak najlepiej... Zażywając błotnych kąpieli! :D Trzeba jej jednak wybaczyć, szliśmy właśnie na odbiór tego małego, plączącego się pod nogami stworka, a teraz musi znosić jego obecność ;) Na początku zupełnie nie miała do niego cierpliwości i wyglądała na lekko zdenerwowaną nową sytuacją, teraz jednak psiaki do siebie przywykły, a nawet się polubiły i wspólnie harcują po domu! Maleńki Kendo znalazł w Lunie swoją idolkę, bacznie obserwuje wszelkie jej poczynania, a potem próbuje naśladować :D W jego oczach Luniak jest pewnie wspaniałym, dużym, silnym i wszystko umiejącym psem!
Ja zaś na zmianę wyprowadzam jednego i drugiego psa (Kendo po każdym spaniu, zabawie i posiłku... ;)), czasem dwa na raz- gdy mam kogoś (czyt. mamę) do pomocy. Chodzę także na treningi frisbee z Luną. Codzienne obowiązki takie jak na przykład lekcje, nauka, wybór i składanie papierów do liceum również dają się we znaki... Zdecydowanie nie mogę powiedzieć, żebym cierpiała na nadmiar wolnego czasu ;)
Mam dobrą nowinę- rodzina nam się powiększy! Poznajcie Kendo:
Fot.: Szymon Janik
Już za tydzień zawita do naszego domu ten mały, nakrapiany potwór! Ostatni z miotu, z początku trochę niepewny w nowych miejscach, niekonfliktowy, ugodowy piesek rasy border collie. Wyposażenie czeka, jestem zaopatrzona w klatkę, maty do siusiania, mięciutki kocyk, szczeniaczkowy kong, pozostałe zabawki oraz inne niezbędne akcesoria. Szczęśliwymi rodzicami są, znani we frisbowym środowisku, Wena i Arsi :)
Ogromnym wyzwaniem i jednocześnie zaletą jest fakt, że po raz pierwszy w życiu mogę wychować psa od szczeniaka i będę miała naprawdę duży wpływ na jego rozwój. Wiem, że nie będzie lekko, ale staram się przygotować do roli przyszłej 'mamusi' jak najlepiej ;) Świetne jest też to, że hodowla mieści się dosłownie rzut beretem ode mnie- w tej samej dzielnicy Poznania! W razie jakichkolwiek problemów i pytań mogę liczyć na pomoc i radę Pauli.
Zapraszam na stronę hodowli I Wszystko Jasne oraz blog Weny i Hondy.
Glizda chwilę po przyjściu na świat :)
A Luna żyje sobie spokojnie w błogiej nieświadomości, kogo jej za chwilę sprowadzę do domu ;) Jednak już jutro mamy kolejną wizytę w szczeniaczkowie, na której będzie także ona i pozna osobiście malucha :) Na razie zna tylko 'przyniesiony' zapach papisiów!