piątek, 5 maja 2017

Kurz i pajęczyny

Ostatnio blog zarasta kurzem... chyba czas to zmienić ;)


Zacznijmy od początku- w tym roku wkroczyłam na kolejny etap swojej edukacji, zaczynając studia. Początek był dla nas obojga bardzo trudny- mimo, że Kendo jest przyzwyczajony do mojej nieobecności w ciągu dnia i nie problemu z lękiem separacyjnym, odczuł brak pańci przez całe dnie, a nie tylko w określonych godzinach. Miał mniej ruchu, choć jak zwykle starałam się dawać mu tyle swojego czasu, ile tylko mogłam, najczęściej po moim powrocie było już ciemno, dodatkowo jadąc na pokazy do Piły wyrwał sobie pazur wysiadając z pociągu, więc i tak nie mógł za dużo robić. Kiedy wychodziła z nim moja mama, początkowo rozglądał się, czasami widząc po ciemku podobną do mnie postać cieszył się, mając nadzieję, że to jego człowiek. Na szczęście już przyzwyczaił się do sytuacji i nie wygląda na smutnego :) Mieliśmy nawet okazję trochę poagilitować!






A potem ponownie nastały trochę trudniejsze czasy... Kendo w dni treningowe zaczął kuleć. Na początku bardzo nieznacznie, ledwo zauważalnie. Miał przerwę, ale po wznowieniu aktywności problem nawrócił. Zapadła decyzja- jedziemy do Wrocławia do dr. Bocheńskiej, chyba najbardziej znanej weterynarz zajmującej się psimi sportowcami (przynajmniej w Poznaniu). Diagnoza-nawala lewy bark, podejrzenie zapalenia pochewki ścięgna mięśnia dwugłowego ramienia, tendinopatia mięśnia nad, podgrzebieniowego. Gacusia czekało 6 tygodni chodzenia na smyczy i 5 zabiegów fali uderzeniowej. Na szczęście pacjent dzielnie to zniósł, a jego niedole osładzały smakowite gryzaki :) Według Pani Doktor to pourazowe, na treningu nic sobie nie zrobił- Kendo wykonuje wszystko bardzo bezpiecznie, ma nienaganną technikę skoku, perfekcyjnie ląduje, ja zawsze robię rozgrzewkę i cool-down, nic złego na moich oczach się nie wydarzyło- podejrzewa, że poślizgnął się na panelach tak, że łapka odjechała mu w bok :( Na szczęście na wizycie kontrolnej okazało się, że Gacusiowe ciałko jest już zdrowe i gotowe do wprowadzania aktywności :D


Bardzo dziękujemy naszej ulubionej Pani Doktor i polecamy wszystkim gabinet Gryf we Wrocławiu! Na pewno wybierzemy się tam jeszcze, oby tylko na posezonowy przegląd :)

Niedawno miało miejsce kolejne ważne dla mnie wydarzenie! 4 urodzinki mojego prywatnego termoforka, wymiatacza, eko odkurzacza wszystkiego co jadalne i poprawiacza humoru :) Zmobilizowałam się nawet do poczynienia filmiku :>



Tymczasem odliczamy dni do pierwszych seminariów i zawodów... Już niedługo będzie się działo!
Pozdrawiamy cieplutko :)

Dziękuję autorom zdjęć- Natalii Karpińskiej i Tomaszowi Mońko!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz