![]() |
| Fot.: Natalia Karpińska |
Po pierwsze Dog Chow Disc Cup Wrocław! Pojechaliśmy tam tylko w niedzielę, w celu socjalizacji. Kendo nie był na żadnych zawodach frisbee od DCDC w Poznaniu w 2013 roku, kiedy to był małą kluską ;) Nie chciałam więc rzucać go na głęboką wodę. Pan Kropek przywitał się z kilkoma psiakami (w tym z ogromnym afganem Ptysiem i mamą Shadow- Roxy), uczestniczył w spotkaniu rodzinnym oraz pięknie ćwiczył obok pola startowego, mimo głośnej muzyki, biegających dookoła psów i ludzi!
Szkoda, że było tak mało czasu i po paru godzinach musieliśmy lecieć na pociąg. Jak zwykle w pośpiechu udało nam się znaleźć dworzec, peron i przedział z kilkoma miejscami wolnymi :)
Kendo miło mnie zaskoczył w pociągu. Zawsze źle znosił jazdę komunikacją miejską i samochodem, po pewnym czasie przestał panikować, ale ze stresu intensywnie się ślinił. Okazało się jednak, że podróżowanie tym środkiem transportu bardzo mu odpowiada :)
W następny weekend miałam udać się w odwiedziny do Pauliny, Lucy i Shadow, a także przeprowadzić z nimi pokaz na miejskim festynie. Wszystko miałam już zaplanowane, pociągi, wyznaczony czas na projekt z podstaw przedsiębiorczości oraz inne lekcje, naukę... A dzień przed weekendem okazało się, że nasz występ został przeniesiony z niedzieli na sobotę. No cóż, niestety nie mogłam pojechać, zupełnie nie byłam na to przygotowana. Żałowałam, że tak się stało, okazało się jednak, że dużo mnie nie ominęło- gdy Paulina z sukami czekała w tłumie i piekielnym upale na swoją kolej, godzinę przed planowanym pokazem okazało się, że... jest odwołany! Gratulacje dla organizatora :D

Lecz w końcu nadeszło najważniejsze... DCDC Poznań! Tym razem musiałam startować... Zawody w moim własnym mieście?! Takiej okazji nie można zmarnować! Jednak nie nastawiałam się na bardzo wysoki wynik, miała to być znowu raczej socjalizacja przed następnym sezonem, kiedy to będziemy mogli brać udział we freestyle'u, w którym odnajduję się zdecydowanie lepiej, niż w konkurencjach dystansowych. Spodziewałam się właściwie, że z moimi rzutami będziemy gdzieś na szarym końcu, lecz już po pierwszej rundzie spotkało mnie miłe zaskoczenie! W stresie rzucałam nieco gorzej niż na treningach, lecz nie było tragedii. Kendo natomiast był bardzo dzielny, starał się, jak tylko mógł, biegał i jeśli tylko dawałam mu taką okazję skakał, latał i fruwał! Okazało się więc, że po pierwszej rundzie, z wynikiem 12 punktów znajdowaliśmy się na 14 miejscu na 56 teamów! :D W drugiej nie było już tak różowo- znacznie więcej ludzi, jeszcze większy stres utrudniający rzuty... Ostatecznie zdobyliśmy 9,5 punktu oraz znaleźliśmy się na 19 miejscu, lecz i tak jestem bardzo zadowolona :) Poza tym spędziłam te dni w super towarzystwie i bardzo miłej atmosferze!
W tym roku rozczarowała trochę Kejtrówka, której poziom był dostosowany jedynie dla dzieci lub bardzo początkujących psiarzy. 2 lata temu razem z Luną w ramach Kejtrówki poskakałyśmy przez profesjonalne (podkreślam- BYŁY profesjonalne) hopki, a także z pomocą szkoleniowca przeszłyśmy prawdziwy torek rally-o. W atrakcjach mogły więc wziąć udział osoby z psami, które nie miały wcześniej kontaktu z psimi sportami oraz teamy bardziej zaawansowane, w tym roku niestety było inaczej.
Oto filmik z pierwszej rundy tossa:
Z mniej optymistycznych spraw, ze smutkiem muszę już oficjalnie poinformować, że Luna przeszła na sportową emeryturę. Nie oznacza to, że nie robi teraz zupełnie nic, ale jej najczęstszym sposobem aktywnego spędzania czasu jest to, co w zasadzie lubi najbardziej- swobodne bieganie po naszych okolicznych polach i nieużytkach. Piłeczkę i frisbee również czasami połapie, lecz są to tylko backhandy. Będziemy też od czasu do czasu wybierać się na agi, które uwielbia, ograniczymy się jednak do hopek z dość nisko ustawionymi tyczkami i tuneli. Wszystko dlatego, że po kolejnym bardzo niefortunnym skaleczeniu i szyciu łapy w 2013 stwierdzono ograniczoną ruchomość w stawie skokowym. Wiem, że suka nadal jest szczęśliwa (codziennie wybieramy się na dłuższy spacer, co wcale nie jest łatwe, gdy ma się 2 psy, a nie można zabrać ich razem na trening :P), ale mi trochę będzie brakowało naszych wspólnych frisbowo- freestyle'owych treningów ;) Myślałam nawet, żeby w tym roku znowu wystartować z nią w startersach, ale widzę, że nie jest już w najlepszej formie.
Tak więc cieszymy się z większej ilości czasu, trenujemy i przygotowujemy się do DCDC w Sopocie!
![]() |
| West, Arsi (ojciec rodu :P), Nismo i Kendo :) |
Kendo miło mnie zaskoczył w pociągu. Zawsze źle znosił jazdę komunikacją miejską i samochodem, po pewnym czasie przestał panikować, ale ze stresu intensywnie się ślinił. Okazało się jednak, że podróżowanie tym środkiem transportu bardzo mu odpowiada :)
W następny weekend miałam udać się w odwiedziny do Pauliny, Lucy i Shadow, a także przeprowadzić z nimi pokaz na miejskim festynie. Wszystko miałam już zaplanowane, pociągi, wyznaczony czas na projekt z podstaw przedsiębiorczości oraz inne lekcje, naukę... A dzień przed weekendem okazało się, że nasz występ został przeniesiony z niedzieli na sobotę. No cóż, niestety nie mogłam pojechać, zupełnie nie byłam na to przygotowana. Żałowałam, że tak się stało, okazało się jednak, że dużo mnie nie ominęło- gdy Paulina z sukami czekała w tłumie i piekielnym upale na swoją kolej, godzinę przed planowanym pokazem okazało się, że... jest odwołany! Gratulacje dla organizatora :D
Lecz w końcu nadeszło najważniejsze... DCDC Poznań! Tym razem musiałam startować... Zawody w moim własnym mieście?! Takiej okazji nie można zmarnować! Jednak nie nastawiałam się na bardzo wysoki wynik, miała to być znowu raczej socjalizacja przed następnym sezonem, kiedy to będziemy mogli brać udział we freestyle'u, w którym odnajduję się zdecydowanie lepiej, niż w konkurencjach dystansowych. Spodziewałam się właściwie, że z moimi rzutami będziemy gdzieś na szarym końcu, lecz już po pierwszej rundzie spotkało mnie miłe zaskoczenie! W stresie rzucałam nieco gorzej niż na treningach, lecz nie było tragedii. Kendo natomiast był bardzo dzielny, starał się, jak tylko mógł, biegał i jeśli tylko dawałam mu taką okazję skakał, latał i fruwał! Okazało się więc, że po pierwszej rundzie, z wynikiem 12 punktów znajdowaliśmy się na 14 miejscu na 56 teamów! :D W drugiej nie było już tak różowo- znacznie więcej ludzi, jeszcze większy stres utrudniający rzuty... Ostatecznie zdobyliśmy 9,5 punktu oraz znaleźliśmy się na 19 miejscu, lecz i tak jestem bardzo zadowolona :) Poza tym spędziłam te dni w super towarzystwie i bardzo miłej atmosferze!
![]() |
| Fot.: Natalia Karpińska |
![]() |
| Fot.: Natalia Karpińska |
![]() |
| Flo, Kendo, Shadow :) Fot.: Zuzanna Musialik |
Z mniej optymistycznych spraw, ze smutkiem muszę już oficjalnie poinformować, że Luna przeszła na sportową emeryturę. Nie oznacza to, że nie robi teraz zupełnie nic, ale jej najczęstszym sposobem aktywnego spędzania czasu jest to, co w zasadzie lubi najbardziej- swobodne bieganie po naszych okolicznych polach i nieużytkach. Piłeczkę i frisbee również czasami połapie, lecz są to tylko backhandy. Będziemy też od czasu do czasu wybierać się na agi, które uwielbia, ograniczymy się jednak do hopek z dość nisko ustawionymi tyczkami i tuneli. Wszystko dlatego, że po kolejnym bardzo niefortunnym skaleczeniu i szyciu łapy w 2013 stwierdzono ograniczoną ruchomość w stawie skokowym. Wiem, że suka nadal jest szczęśliwa (codziennie wybieramy się na dłuższy spacer, co wcale nie jest łatwe, gdy ma się 2 psy, a nie można zabrać ich razem na trening :P), ale mi trochę będzie brakowało naszych wspólnych frisbowo- freestyle'owych treningów ;) Myślałam nawet, żeby w tym roku znowu wystartować z nią w startersach, ale widzę, że nie jest już w najlepszej formie.
![]() |
| Fot.: Andrzej Juja |





































