sobota, 20 września 2014

Niezapomniane wakacje 2014!

Nie da się ukryć, że mieliśmy w tym roku wyjątkowo aktywne i udane wakacje, które z pewnością będę dłuuugo wspominać! Zaczęły się dość leniwie, lecz do czasu...

Fot.: Alicja Andrukajtis
Na "filmowym" tarasie
Do czasu niespodziewanego telefonu w sprawie psiaka do reklamy Lidla :D Od osoby z agencji reklamowej dowiedziałam się, że poleciła nas Paula, która zagrała niedawno ze swoimi Wełniakami w podobnej produkcji, ale tym razem nie dysponowała wolnym terminem. Jak się okazało, do reklamy akcesoriów do pielęgnacji psiej sierści potrzebny był wyszkolony przedstawiciel rasy border collie lub golden retriver. Nazajutrz o ósmej rano przyjechała po nas taksówka i po godzinie jazdy przybyliśmy do malowniczej miejscowości nad jeziorem. Byłam strasznie zestresowana, ale daliśmy radę! Wszystko poszło bardzo szybko i sprawnie (ok. 6 godzin).  Oboje po zakończeniu zdjęć padaliśmy z nóg- Kendo był wykończony jak nigdy.

Tutaj możecie obejrzeć spot, który emitowany był niestety tylko w Rumunii- KLIK.

Wreszcie nastąpił czas wakacyjnych wojaży. W połowie lipca wyjechałam z Kendo w góry, a dokładniej do gospodarstwa agroturystycznego Modrzewiowa Osada w Boboszowie, małej wsi w Kotlinie Kłodzkiej, gdzie nie ma nawet sklepu i ciepłej wody :D Pomimo tych niedogodności, wspominam ten pobyt bardzo miło! Pan Kropek zdobył tam dwa pierwsze górskie szczyty w swoim życiu, codziennie, z dziką rozkoszą pluskał się w strumieniu oraz biegał po bezkresnych kwiecistych łąkach. Prowadził życie wiejskiego burka razem z paroma miejscowymi pobratymcami, po raz pierwszy zobaczył świnki, wielkie, rogate smoki czyli krowy oraz olbrzymiego byka :D Poza tym cieszył się też towarzystwem całego stada koni oraz kotów, które podczas naszej nieobecności zrobiły spustoszenie w zapasach kendusiowej karmy! Takie to były zaradne bestie, że samodzielnie otworzyły torbę zapinaną na zamek, wydobyły woreczki z poporcjowanym TOTW'em, rozprawiły się z folią i podjadły sobie do syta w rezultacie czego mój Wełniacz dożywiany był jedyną dostępną w całej okolicy pospolitą marketówką.





Mała część stada koni w Modrzewiowej Osadzie ;)

Widok z pobliskiego pagórka- Modrzewiowa Osada i jej okolice :)











Świneczki! <3



Kendo i Czarna- super kundel :D




Śniadanie :) -kto znajdzie Kendo? ;D




Na ukoronowanie pobytu- zdobycie Śnieżnika!


Smutno było wyjeżdżać, ale kiedyś trzeba... Jednak po powrocie wcale nie czekała nas nuda! Szybko się przepakowałam i znów ruszyłam w drogę. Tym razem w stronę przeciwną, nad piękne, polskie morze, do Sopotu na Dog Chow Disc Cup! :D

Fot.: Natalia Karpińska
Frisbee, umiejscowienie zawodów rzut beretem od plaży, świeża lemoniada :D zero wiatru... Nie było też niemiłosiernego upału, także warunki świetne! Poszło nam podobnie jak w Poznaniu, choć moje rzuty pozostawiały wiele do życzenia- przez to, że przez ostatni tydzień nie było nas w domu, rzucałam głównie sama, bez psa, który był zbyt zmęczony górskimi wycieczkami żeby jeszcze dokładać mu regularne ćwiczenia. Poskutkowało to tym, że pomimo wcześniejszych treningów razem z psem, teraz mój mózg na nowo nie mógł ogarnąć ładnego rzucania pod presją czasu. Bez Kendo szło mi całkiem nieźle, kiedy jednak miałam ciapać psu, zaczynały się schody. Tradycyjnie druga runda poszła nam gorzej, zjadł mnie stres :P Najczęściej wypuszczałam dysk z dłoni za późno, co skutkowało skręcaniem talerzyka w prawo, a czasami wypuszczałam go za wcześnie i dawałam za mało spinu, przez co zaczynał skręcać w lewo. Cóż poradzić, syn był dzielny i starał się jak zawsze :D

Fot.: Natalia Karpińska

Kelpiki- najlepsi kibice :D

Emocje sięgnęły zenitu...

Po zawodach przyszedł czas na plażowanie!




Wycieczka do Gdańska :)
Sopot, restauracja Bulaj, którą bardzo polecamy wszystkim psiarzom :)
Po powrocie z Sopotu czekała nas chwila oddechu. Chodziliśmy na nasze okoliczne pola, treningi z drużyną Rapid Hunters, zdarzały się wypady nad jezioro :D Luna po kilkudniowym pobycie na działce pod opieką mojej babci, pomimo częstych wypraw nad pobliską rzeczkę, nabrała trochę ciałka, ale problem został już zażegnany.

Nie ma to jak zabawa wodą!

Fot.: Natalia Karpińska
Fot.: Natalia Karpińska
Fot.: Natalia Karpińska
Niestety podczas, jak się wydawało, beztroskiego pobytu nad mało uczęszczanym jeziorkiem Luna, buszując w sitowiu, skaleczyła się bardzo głęboko w tylną, lewą łapę. Oczywiście była to niedziela, więc szybko (ja jeszcze w mokrym stroju kąpielowym i narzuconych na niego ubraniach) pojechaliśmy z Luniakiem na drugi koniec miasta do jednego z nielicznych czynnych gabinetów weterynaryjnych. Pacjentka od razu została przyjęta na szycie i do końca wakacji spacerowała wyłącznie na smyczy...

A ja z Kendo szykowałam się na następną wyprawę- tym razem kierunek Annówka! Pierwszy raz mieliśmy spędzić tam bez przerwy prawie dwa tygodnie, ponieważ uczestniczyliśmy w dwóch obozach pod rząd :D
Najpierw... Obóz frisbee z Lucką Schonovą i Veroniką Urbaskową! :D

Fot.: Kasia Bijok
Trudno jest opisać to w kilku zdaniach... Było po prostu niesamowicie! Prowadzące obóz są bez wątpienia świetnymi trenerkami, mają ogromne doświadczenie i umiejętności. W przekazywaniu wiedzy nie było też żadnych barier językowych- czesko- polsko- angielski zawsze spoko :D Codziennie oprócz sesji z psami mieliśmy porządną porcję rzutów mogącą liczyć i dobre 6 godzin albo i więcej :D Co bardzo mnie satysfakcjonuje :> poznałam niezliczoną ilość ciekawych technik rzutowych, które skrupulatnie szlifuję, doskonaliliśmy naszego tossa, graliśmy w emocjonujące gry- kanjam, ultimate i poznaliśmy spory zasób tricków z użyciem frisbee. :) Dostałam też wiele cennych porad na temat mojej pracy z Kendo, dzięki czemu bardzo ulepszyliśmy elementy naszego przyszłego freestyle'u. Zajęcia odbywały się w niezwykle sympatycznej atmosferze, co było zasługą zarówno miłych i życzliwych prowadzących, jak i uczestników, będących naprawdę niesamowitymi, pozytywnie zakręconymi ludźmi :D Spacery w pięknym lesie otaczającym Annówkę sprawiały, że nawet poranne, bardzo wczesne wychodzenie z psem było czystą przyjemnością! Dodajmy do tych okoliczności jeszcze przepyszne, domowe jedzenie (chlebek Marty wspominam z rozrzewnieniem :D)- i nic, tylko żyć, nie umierać!

Fot.: Kasia Bijok

Fot.: Kasia Bijok

Torpedka Honda z przyrodnim braciszkiem :>
Następnie dwa dni przerwy i Big Mix II, czyli obóz frisbowo- agilitowy. Treningi frisbee prowadziła Ania Radomska, a agility- Paula Gumińska. Tu tylko pierwszy dzień ćwiczyłam z Kendo, później "pożyczyłam" matkę Wenę, ze względu na drobny uraz Kendusiowej nogi. Niemniej jestem z nas dumna, przebiegliśmy cały torek :D co dla mnie jest prawdziwym wyczynem, a Kendo, jak wiadomo, skacze przez hopki raz na "ruski rok" ;D

Oto obozowy filmik poczyniony przez Olę od Tajgi:


:D

Ostatni dzień wakacji spędziliśmy również w cudownej atmosferze, na DCDC Warszawa! Pierwszy raz byłam na finałach, tym razem nie startowaliśmy. Jechaliśmy z Natalią, Vento i Codym. Na zawody przybyła również Paulina z Shadow, Ola od Tajgi, Kinga od Kluski oraz Marta z Merci i Fidem :D Spotkaliśmy też wielu innych znajomych, było świetnie!

Kendo i Shadow
I w ten oto sposób, zanim się obejrzeliśmy, tak długo wyczekane wakacje dobiegły końca... Teraz odliczamy dni do następnych! :D

Na zakończenie zapraszam do obejrzenia naszego wakacyjnego filmiku (HD!)!


niedziela, 6 lipca 2014

Nad wodą

Powoli przekonujemy się do pływania :) Tak naprawdę Kendo nadal woli nie tracić gruntu pod łapkami, ale pod wpływem szalejącego w wodzie Vento coraz pewniej biega po zabawkę. Zawsze uwielbiał wodę, właził do każdej kałuży czy bajora i taplał się jak opętany, ale pływał sporadycznie- w wieku trzech miesięcy na Cytadeli w Rosarium oraz niedawno, podczas spaceru z rodziną, w Warcie. Za pierwszym razem widział inne bawiące się w wodzie psiaki, za drugim wskoczył za patykiem rzuconym Lunie ;) Nie wiem, co go przekonało do popłynięcia, ale zrobił to kilka razy wywołując u mnie dzikie piski radości ;D Ostatnio podczas wyprawy z Natalią i Vento nie był już tak chętny do aportowania gdy Wubba znajdowała się zbyt daleko od brzegu, ale stopniowo się przełamywał :)



Kto ma Wubbę ten ma władzę nad borderzymi umysłami :D
<3




Za zdjęcia dziękuję Natalii Karpińskiej :))

niedziela, 29 czerwca 2014

Psia turystyka...

... czyli parę słów o pewnych aspektach socjalizacji. Osoby przygotowujące się do roli opiekuna szczeniaka, zwykle zaznajamiają się z terminem socjalizacja. Mówiąc w skrócie- jest to pokazywanie czworonogowi świata, zapoznawanie go z nim w taki sposób, by nasz mały odkrywca miał neutralne lub pozytywne skojarzenia, a więc wyrósł na pewnego siebie, zrównoważonego i spokojnego psa. Bardzo ważne jest poznawanie przez naszego pupila różnych niecodziennych, zaskakujących miejsc oraz sytuacji, jak chociażby jazda komunikacją miejską. Takie postępowanie jest kluczowe u szczeniąt od 3 od 12 tygodnia życia, czyli w tzw. oknie socjalizacyjnym. Jednak wielu behawiorystów i szkoleniowców zaleca, by od czasu do czasu wybrać się z psem- nawet dorosłym- w jakieś nieznane okolice. Eksploracja nowych terenów, zapachów, dźwięków bardzo zmęczy naszego czworonoga psychicznie i będzie dla niego ciekawym urozmaiceniem codzienności. Ja otrzymałam kiedyś zalecenie wypadów do miasta z Luną od naszego szkoleniowca, ponieważ suczka jest bardzo nadpobudliwa, a takie wyprawy uczą opanowania.

Stary Rynek w Poznaniu
Sama widzę po moich burkach, że bardzo lubią praktykować 'psią turystykę'. Odwiedzanie nieco dzikszych terenów sprawia im wiele radości. Wycieczki do centrum miasta może nieco mniej, ale staram się łączyć je z pobytem w jakimś miejscu, gdzie psy można spuścić ze smyczy, żeby trochę się rozluźniły- ze Starego Rynku zazwyczaj wracamy brzegiem Warty :-) Luna jest osobnikiem twardym, odważnym oraz bardzo ciekawskim, wszędzie zajrzy, wszędzie wlezie ;) Kendo, choć w czasach szczenięctwa również nierzadko odwiedzał centrum, a podczas naszego ubiegłorocznego wyjazdu do Świnoujścia prawie codziennie spacerował po tłocznej promenadzie, jest zdecydowanie mniej pewny siebie. Dlatego socjalizacja ma dodać mu tej pewności i wiary we własną psią osobę. Poza tym bardzo dobrze wpływa na więź między czworonogiem a opiekunem!

 Rogalin, grudzień 2013
Ostatnio świetną okazją do socjalu był wypad nad rzekę i możliwość wejścia na niewielki, pływający pomost.


Oczywiście Luna od razu z radością tam wbiegła, dokładnie penetrując każdy zakamarek, zaglądając gdzie się da i przypatrując przepływającym obok liściom. Kendo ostrożnie i niechętnie, na ugiętych łapach, wszedł na wąski mostek, dostał smaczka, po czym wrócił na brzeg. Czasami z ciekawości jeszcze przychodził na chwilę, częściej musiałam go wołać, by zachęcić do wejścia coraz dalej i nagradzałam za to smakołykami. Po kilku razach zaczął stąpać dość pewnie i zwiedzać lekko chwiejący się pomost. Strachy przełamane, więc można powiedzieć, że odnieśliśmy sukces!



W ramach socjalizacji odwiedzamy niekiedy dworzec kolejowy, w planach jest wyprawa na lotnisko. Nawet przejście przez most nad Wartą, na którym znajduje się bardzo ruchliwa jezdnia i tory tramwajowe, było na początku dla Kendo nieco stresujące. Widzę jednak, że im częściej bywa w takich miejscach, tym spokojniej zachowuje się w innych sytuacjach, wcześniej dla niego nieznanych.

Most Przemysła I, luty 2013
Super sprawą są oczywiście wakacje z psem! Rok temu w Świnoujściu Kendo płynął kilka razy promem i stateczkiem oraz doświadczył wielu innych nowych, nietypowych sytuacji :D

Pomnik Starego Marycha, grudzień 2013
Będąc w mieście, przy dużych rozproszeniach, ćwiczymy też skupienie. Sesje są oczywiście o wiele krótsze, niż zwykle, polegają na wykonywaniu kilku dobrze znanych poleceń, sowicie nagradzanych smaczkami. Dodatkowo, na koniec każdej sesji, bawię się z Kendo szarpakiem- zabawa jest dla niego najbardziej ekstra, superową nagrodą! Wtedy border wie, że po chwili pracy na smaczki czeka go coś jeszcze fajniejszego :)
Spacerując po mieście możemy również wykorzystywać elementy miejskiego krajobrazu :) Niskie murki czy schodki aż się proszą, by pies na nie wskoczył albo oparł się przednimi lub tylnymi łapami ;)

Stary Rynek w Poznaniu, grudzień 2013
Jeśli jesteśmy opiekunami psiego malucha, pamiętajmy, że socjalizacja musi być dostosowana do tempa rozwoju szczeniaka, to nie bombardowanie psa nowymi bodźcami i targanie po najodleglejszych krańcach świata, jeśli jeszcze nie jest na to gotowy. Poza tym jest to bardzo męczące, dlatego w następnych dniach powinniśmy dać papisiowi odpocząć.
Inna ważna zasada to- nic na siłę. Jeżeli pies czegoś się przestraszy nie powinniśmy go do tego siłą zaciągać, ale też nie roztkliwiajmy się ani nie pocieszajmy czworonoga, ponieważ potraktuje to jako nagrodę i potwierdzenie, że jego obawy są słuszne. Powinniśmy natomiast sami swoją osobą pokazać, że nie ma się czego bać- mówić głośniejszym niż zwykle, pewnym i radosnym głosem, a jeśli mamy taką możliwość, także samemu podejść do 'strasznego' przedmiotu, dotknąć go i zachęcić psiaka (lecz bez żadnego fizycznego przymusu!) do podejścia. Gdy Kendo był mały niejednokrotnie przestraszył się leżących na ziemi dużych worków ze skoszoną trawą oraz pustych, poruszających się na wietrze. Jednak zwykle wystarczyło, abym zbliżyła się do tego 'potwora', mówiąc radośnie i dotykając chociażby butem i pokazała, że nie ma się czego bać. Wtedy szczylek powoli, zataczając łuk, podchodził oraz obwąchiwał tajemniczy przedmiot.

Tegoroczny Jarmark Świętojański w Poznaniu
Co się tyczy jazdy tramwajem i autobusem- nawet jeśli na co dzień korzystamy z samochodu, warto naszego pupila zaznajomić również z tymi środkami transportu, ponieważ, po pierwsze, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich sytuacji i zagwarantować, że nasz pies nigdy tramwajem/autobusem nie będzie musiał jechać. Po drugie, to po prostu świetna forma socjalizacji! W takim pojeździe jest tłoczno i gwarno, podłoga drga i trzęsie się, zewsząd dochodzą dziwne dźwięki, a głos roznosi się nieco inaczej.


Kendo w restauracji Republika Róż :-)
Zachęcam do wypraw w różne, mniej lub bardziej, ciekawe miejsca w towarzystwie naszych czworonożnych przyjaciół nie tylko podczas wakacji! :)

piątek, 20 czerwca 2014

Dog Chow Disc Cup Wrocław i Poznań :)

Oceny wystawione i w końcu można odetchnąć. Godzenie obowiązków szkolnych z opieką nad dwoma wymagającymi psami nie jest prostą sprawą. Na wszystko brakuje czasu, niestety także na bloga. Sezon w pełni, na szczęście już prawie wakacje i mogę wreszcie opisać wydarzenia ostatnich tygodni!

Fot.: Natalia Karpińska
Po pierwsze Dog Chow Disc Cup Wrocław! Pojechaliśmy tam tylko w niedzielę, w celu socjalizacji. Kendo nie był na żadnych zawodach frisbee od DCDC w Poznaniu w 2013 roku, kiedy to był małą kluską ;) Nie chciałam więc rzucać go na głęboką wodę. Pan Kropek przywitał się z kilkoma psiakami (w tym z ogromnym afganem Ptysiem i mamą Shadow- Roxy), uczestniczył w spotkaniu rodzinnym oraz pięknie ćwiczył obok pola startowego, mimo głośnej muzyki, biegających dookoła psów i ludzi!

West, Arsi (ojciec rodu :P), Nismo i Kendo :)
Szkoda, że było tak mało czasu i po paru godzinach musieliśmy lecieć na pociąg. Jak zwykle w pośpiechu udało nam się znaleźć dworzec, peron i przedział z kilkoma miejscami wolnymi :)


Kendo miło mnie zaskoczył w pociągu. Zawsze źle znosił jazdę komunikacją miejską i samochodem, po pewnym czasie przestał panikować, ale ze stresu intensywnie się ślinił. Okazało się jednak, że podróżowanie tym środkiem transportu bardzo mu odpowiada :)

W następny weekend miałam udać się w odwiedziny do Pauliny, Lucy i Shadow, a także przeprowadzić z nimi pokaz na miejskim festynie. Wszystko miałam już zaplanowane, pociągi, wyznaczony czas na projekt z podstaw przedsiębiorczości oraz inne lekcje, naukę... A dzień przed weekendem okazało się, że nasz występ został przeniesiony z niedzieli na sobotę. No cóż, niestety nie mogłam pojechać, zupełnie nie byłam na to przygotowana. Żałowałam, że tak się stało, okazało się jednak, że dużo mnie nie ominęło- gdy Paulina z sukami czekała w tłumie i piekielnym upale na swoją kolej, godzinę przed planowanym pokazem okazało się, że... jest odwołany! Gratulacje dla organizatora :D



Lecz w końcu nadeszło najważniejsze... DCDC Poznań! Tym razem musiałam startować... Zawody w moim własnym mieście?! Takiej okazji nie można zmarnować! Jednak nie nastawiałam się na bardzo wysoki wynik, miała to być znowu raczej socjalizacja przed następnym sezonem, kiedy to będziemy mogli brać udział we freestyle'u, w którym odnajduję się zdecydowanie lepiej, niż w konkurencjach dystansowych. Spodziewałam się właściwie, że z moimi rzutami będziemy gdzieś na szarym końcu, lecz już po pierwszej rundzie spotkało mnie miłe zaskoczenie! W stresie rzucałam nieco gorzej niż na treningach, lecz nie było tragedii. Kendo natomiast był bardzo dzielny, starał się, jak tylko mógł, biegał i jeśli tylko dawałam mu taką okazję skakał, latał i fruwał! Okazało się więc, że po pierwszej rundzie, z wynikiem 12 punktów znajdowaliśmy się na 14 miejscu na 56 teamów! :D W drugiej nie było już tak różowo- znacznie więcej ludzi, jeszcze większy stres utrudniający rzuty... Ostatecznie zdobyliśmy 9,5 punktu oraz znaleźliśmy się na 19 miejscu, lecz i tak jestem bardzo zadowolona :) Poza tym spędziłam te dni w super towarzystwie i bardzo miłej atmosferze!

Fot.: Natalia Karpińska
Fot.: Natalia Karpińska
W tym roku rozczarowała trochę Kejtrówka, której poziom był dostosowany jedynie dla dzieci lub bardzo początkujących psiarzy. 2 lata temu razem z Luną w ramach Kejtrówki poskakałyśmy przez profesjonalne (podkreślam- BYŁY profesjonalne) hopki, a także z pomocą szkoleniowca przeszłyśmy prawdziwy torek rally-o. W atrakcjach mogły więc wziąć udział osoby z psami, które nie miały wcześniej kontaktu z psimi sportami oraz teamy bardziej zaawansowane, w tym roku niestety było inaczej.

Flo, Kendo, Shadow :) Fot.: Zuzanna Musialik 
Oto filmik z pierwszej rundy tossa:


Z mniej optymistycznych spraw, ze smutkiem muszę już oficjalnie poinformować, że Luna przeszła na sportową emeryturę. Nie oznacza to, że nie robi teraz zupełnie nic, ale jej najczęstszym sposobem aktywnego spędzania czasu jest to, co w zasadzie lubi najbardziej- swobodne bieganie po naszych okolicznych polach i nieużytkach. Piłeczkę i frisbee również czasami połapie, lecz są to tylko backhandy. Będziemy też od czasu do czasu wybierać się na agi, które uwielbia, ograniczymy się jednak do hopek z dość nisko ustawionymi tyczkami i tuneli. Wszystko dlatego, że po kolejnym bardzo niefortunnym skaleczeniu i szyciu łapy w 2013 stwierdzono ograniczoną ruchomość w stawie skokowym. Wiem, że suka nadal jest szczęśliwa (codziennie wybieramy się na dłuższy spacer, co wcale nie jest łatwe, gdy ma się 2 psy, a nie można zabrać ich razem na trening :P), ale mi trochę będzie brakowało naszych wspólnych frisbowo- freestyle'owych treningów ;) Myślałam nawet, żeby w tym roku znowu wystartować z nią w startersach, ale widzę, że nie jest już w najlepszej formie.



Fot.: Andrzej Juja
 Tak więc cieszymy się z większej ilości czasu, trenujemy i przygotowujemy się do DCDC w Sopocie!

piątek, 9 maja 2014

Majówka w Annówce!

Majowy długi weekend spędziłam bardzo przyjemnie i nie mniej aktywnie- brałam z Kendo udział w Majówce z Frisbee, podczas której szkoliliśmy się pod okiem Pauli i Agnieszki.


Usłyszeliśmy wiele dobrego na temat naszej pracy. Przy overach muszę szybciej wyrzucać mu dysk- jestem przyzwyczajona do psa, który nie ma wybitnych właściwości lotnych, a więc i do wyrzucania raczej późno niewysokich floaterów. Teraz boję się, że gdy wyrzucę za wcześnie dysk, Pan Kropek nie dobiegnie,a powinnam się o to nie martwić ;)


Kendo miał też okazję poćwiczyć na piłce rehabilitacyjnej :D Na początku był raczej niepewny, ale bardzo się starał! Potem, przy jej pomocy, robiliśmy przygotowanie do vaultów. Chyba nie muszę zaznaczać, że jest genialny? :D

A jeszcze rok temu pląsał z rodzeństwem po annówkowej trawie, jako maleńka, puchata kluska! :>


Podczas tegorocznej majówki znów zobaczył się z mamą, przyrodnią siostrą- Hondą i braćmi- Nismo oraz Naiem i cieszył się z tego spotkania, jak zawsze :)

Hondzia prezentująca flipki!
Nie mogę nie wspomnieć też o porannych spacerach w tętniącym ptasim śpiewem annówkowym lesie, przez który przedzierały się promienie wschodzącego słońca! Jednym słowem-  raj.

Zgrana paczka przyjaciół- Pippin, Kendo, Vento!
Z pogodą nie było już tak różowo, dała się we znaki szczególnie drugiego dnia, przez którego co najmniej połowę lało. Wróciliśmy z rzutów przemoczeni do suchej nitki, ale już czekał na nas pyszny, cieplutki obiad i gorąca herbata! Żadna pogoda nie jest straszna, gdy siedzi się przy kominku słuchając ciekawej teorii i robiąc z psami ćwiczenia na piłce. Zasiedzieliśmy się do późna słuchając Pauli, a potem rozmawiając na tematy związane ze zdrowiem psów sportowców.


Zwieńczeniem 2 ostatnich dni były zawody. W sobotę razem z Kendo w rundzie tossa byliśmy pierwsi z psów pracujących na frisbee (w zawodach brały też udział szczeniaki, ale biegały za piłkami)! Dostaliśmy w nagrodę sporą ilość próbek karmy Belcando :D W tym dniu odbywała się też konkurencja ludzko-ludzka, czyli toss mój i Natalii od Vento ;) W niedzielę niestety wiało, więc próby dłuższych rzutów w moim wykonaniu nie były najlepszym pomysłem i nie poskutkowały zbyt wysokim wynikiem ;)


Tak więc bardzo dziękujemy Pauli i Agnieszce za pełną zaangażowania pracę z nami, Marcie za gościnę i super jedzenie, a wszystkim uczestnikom za niesamowitą atmosferę :D
I wielkie dzięki dla Natalii za foty! <3
Już tęsknię za Annówką!