wtorek, 2 kwietnia 2013
Sesja u Alicji Zmysłowskiej :)
Nie informowałam jeszcze oficjalnie (choć kilka zdjęć już zamieściłam) o tym,
że skorzystałam z promocyjnej oferty sesji zdjęciowej z Alicją
Zmysłowską dla uczestników seminarium obedience z Patrycją Kowalczyk.
Rezultaty są więcej niż zadowalające! Mamy ciekawe, dynamiczne foty
frisbowe i urocze portrety, które cieszą mnie tym bardziej, iż warunki
pogodowe były bardzo niesprzyjające. Trzaskający mróz, wciąż padający śnieg i 1500 warstw grubych ubrań nikomu nie ułatwiały zadania, ale dałyśmy radę! Alicja ma niewątpliwie ogromny talent, doświadczenie i świetne podejście do czworonożnych modeli. Kilka wybranych zdjęć możecie podziwiać poniżej. Zapraszamy na FanPage i blog Alicji! :)
piątek, 29 marca 2013
Wesołego Zająca!
Wszystkim odwiedzającym naszego bloga:
A także dobrej zabawy przy lepieniu bałwana na Święta! ;)
Zdjęcie oczywiście zeszłoroczne, u nas w Poznaniu od rana pada śnieg. 8)
A także dobrej zabawy przy lepieniu bałwana na Święta! ;)
Zdjęcie oczywiście zeszłoroczne, u nas w Poznaniu od rana pada śnieg. 8)
piątek, 22 marca 2013
Początki przygody z frisbee :)
Wracając z DCDC ze swoim pierwszym dyskiem i poradnikiem ,,DOGadaj się" wiedziałam o nauce frisbee tylko tyle, ile było tam napisane, czyli... żeby dużo się z psem szarpać i że nie można mu od razu rzucać długich backhandów,oczekiwać, że będzie łapał je w locie ;) Czyli prawie nic :D Po wręczeniu Luniakowi zabawki, okazało się, że od razu chętnie bierze ją do pyska i nie oporów przed łapaniem dekla. Kupowałam jej przecież najróżniejsze piłeczki, pluszowe czy gumowe kostki i ringa dla psów, była więc przyzwyczajona do różnych kształtów zabawek. Po kilku dniach bardzo się w to wkręciłyśmy (a szczególnie ja ;) ) i zaczęłam przeszukiwać najróżniejsze strony poświęcone temu sportowi, skierowane dla początkujących. Na podstawie zdobytych doświadczeń i obserwacji, chciałabym opisać więc sama proces wprowadzania psa w świat dogfrisbee...Przede wszystkim musimy pamiętać o zakupie odpowiedniego dysku. Należy kupić go w dobrym sklepie internetowym, sprzedającym dyski dla psów. Ludzkie frisbee mogą okazać się niebezpieczne, przede wszystkim z powodu ostrych zadziorów, tworzących się w miejscach przegryzionych przez psiaka. Dyski psie wykonane są z innego materiału, a na pocieszenie mogę powiedzieć, że są uznawane za bardzo dobre i kupowane także przez zawodników zwykłego frisbee ;)
Oczywiście pierwszy dysk powinien być miękki. My zaczęłyśmy od modelu Fastback Flex, czyli mniej wytrzymałej wersji zwykłego Fastbacka. Niestety Luniakowe szczęki bardzo szybko się z nim rozprawiły, ale właśnie takie delikatne (a nawet bardziej) dekielki są dobre na początek. Jeśli mamy psa bardzo nakręconego, który morduje kupowane dotychczas talerzyki, możemy zainwestować w bardziej wytrzymałe modele, których na rynku nie brakuje. Do tych najwytrzymalszych należą np.: Eurablendy i Jawzy (te drugie dostępne są także w wersji dla mniejszych psiaków), musimy się jednak liczyć z tym, że wraz z wytrzymałością wzrasta cena dysku. ;)
![]() |
| Eurablend |
![]() |
| Leg vault, czyli odbicie od nogi |
![]() |
| Roller :) |

By nauczyć psiaka obiegania, powinniśmy zachęcić go do podążania za dyskiem trzymanym w ręce, po czym wykonać ruch za siebie i szybko przenieść rękę z dyskiem na swoją drugą stronę tak, by pies przebiegł za naszymi plecami i dopadł zabawkę. Oczywiście nagradzamy to solidną dawką szarpania. ;) Gdy psiak opanuje ten manewr można po obiegnięciu podrzucać floatery, będące dla niego łatwym łupem. Musimy uważać, aby nie wyrzucać frisbee prosto w psa, lecz odpowiednio przed nim, ponieważ to ułatwi mu złapanie zabawki. Duża większość niepowodzeń wynika ze złego rzutu, jeśli zrobimy to umiejętnie pies sobie poradzi. ;) Następnie można uciekać z frisbee w ręce naśladując lot dysku nad ziemią. Najpierw dawać zabawkę wprost z ręki, później lekko go wyrzucając, a na koniec wyrzucać coraz dłuższe backhandy. Oczywiście nadal obowiązuje zasada przerywania w najlepszym momencie zabawy, nagradzania szarpaniem i pamiętania o tym, że to tylko zabawa. :)
Pamiętajmy o tym, że dogfrisbee jest dla każdego psa bardzo męczące, dlatego treningi powinny trwać dość krótko, zależnie od potrzeb naszego pupila. Trenować należy na odpowiednim podłożu, czyli np. na trawie, beton jest zdecydowanie za twardy i może stanowić zagrożenia dla psich stawów. Najlepiej upewnijmy się też, czy nie ma tam dużo kamieni ani szkła, choć takich rzeczy nie da się całkowicie uniknąć. By zmniejszyć ryzyko kontuzji powinniśmy wykonywać najpierw rozgrzewkę, najlepiej przebiec się z psem truchtem, wykonać sztuczki rozciągające, takie jak slalom między nogami, obroty, "a kuku", stanie na udzie itp. :)
Tak mniej więcej postępowałam z Luną, myślę więc, że jest to skuteczna metoda. Przede wszystkim musimy mieć na uwadze dobro czworonoga i nie nakładać na niego presji. Treningi powinny być dopasowane do postępów, które czyni pies i nie ma powodów, by się z tym spieszyć, a niektóre mogą mieć z czymś problemy i woleć inne sposoby nauki- czasami trzeba pokombinować ;)

Życzymy powodzenia i pozdrawiamy- Estera i Luna!
niedziela, 17 marca 2013
Seminarium z Patrycją Kowalczyk i trochę smutnych wiadomości...
Przepraszam Was bardzo, że tak długo się nie odzywałam, ale straszny nawał sprawdzianów i innych ,,atrakcji" zorganizowanych przez system edukacji spowodował, że na nic prawie nie miałam czasu. Z wyjątkiem oczywiście codziennych, długich spacerów i treningów frisbee z Luną. Blogowanie niestety poszło w odstawkę. Mam ogromne zaległości w relacjonowaniu tego, co się u nas działo, lecz najpierw muszę napisać o nagłym zdarzeniu, które samo w sobie nie jest jakoś skrajnie tragiczne, lecz może mieć dla nas okropne konsekwencje. W poniedziałek, gdy ja byłam w szkole, a zima postanowiła zaatakować ze zdwojoną siłą, moja mama poszła z Luną na poranny spacer na pobliskie pola (pola w maju), by Luneczka mogła się wybiegać. Radosna, szczęśliwa i podekscytowana ochoczo penetrowała krzaki i śnieżne zaspy. Jednak w pewnym momencie wybiegła z gąszczu z podkurczoną łapą, od stawu skokowego, niemal całą we krwi... Musiała nabić się na coś bardzo ostrego,być może pozostawione tam szkło... Rana nie była rozległa, lecz bardzo głęboka. Niemalże w panice, moja mama wracała pędem do domu z broczącym krwią psem. Krwotoku nie można było zatamować. Klatka schodowa, winda i mieszkanie wyglądały makabrycznie... Na całe szczęście znalazł się taksówkarz, który zgodził się przewieźć Lunkę, z prowizorycznym opatrunkiem na łapie, do weta, gdzie przeprowadzono szycie. Okazało się też, jak głęboka jest rana. Wyszło na jaw, że sucz ma zdartą okostną i uszkodzone zostało... ścięgno. W najgorszym wypadku może to zakończyć wszelkie sportowe podrygi Luny.
Na szczęście uraz goi się bardzo szybko, po dwóch wizytach kontrolnych u weterynarza dostaliśmy zapas środków przeciwbólowych oraz antybiotyków i na razie nie musimy stawiać się tam codziennie. Jednak dopiero po jakimś miesiącu okaże się czy Luna nadal będzie mogła śmigać za dekielkami. Sucz zachowuje się, jakby nigdy nic się nie stało, nawet nie kuleje, ale i tak bardzo mnie to martwi. Nie muszę chyba pisać, że wypadek ten bardzo pokrzyżował nam plany dalszej sportowej kariery. No cóż, takie rzeczy się zdarzają...
W weekend poprzedzający ten feralny poniedziałek byłam natomiast obserwatorem na seminarium obedience z Patrycją Kowalczyk! Świetnie się tam bawiłam, mimo tego, że pogoda wybitnie nie dopisała i wszyscy zamarzaliśmy! Sobotnia aura tak dała mi w kość, że następnego dnia ubrałam się znacznie cieplej i najczęściej jak to było możliwe, chodziłam na spacery ze znajomymi uczestnikami, by się rozgrzać.Bieganie jeszcze nigdy w życiu nie było dla mnie tak satysfakcjonujące- jakoś można było te 8 godzin na mrozie przetrwać :D (w niedzielę padał śnieg, deszcz i grad^^) Muszę się też pochwalić, że byłam JEDYNYM obserwatorem, który w oba dni wytrwał do końca semi! :D Większość osób nie biorących czynnie udziału w zajęciach zwijała się w okolicy połowy ich trwania ;). Cieszę się bardzo, że mogłam podpatrzeć pracę z psami zwracającymi większą uwagę na pobratymców, niż na przewodnika i niekoniecznie mających wobec nich miłe zamiary...
W seminarium uczestniczyli także zawodowi behawioryści i szkoleniowcy. Myślę, że świadczy to jak najlepiej o profesjonalizmie, wiedzy i umiejętnościach Patrycji. Na następne takie zajęcia na pewno wybiorę się z Luną ;)
Patrycja i jej suczka Zoe są niekwestionowanymi mistrzyniami sztuczek, wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli, polecam ich wspaniały filmik robiący obecnie furorę na całym świecie ;D
Kolejna i ostatnia już w tym poście wiadomość jest taka, że Natalia Karpińska wygrała lutową edycję konkursu fotograficznego organizowanego przez Petografię zdjęciem, na którym Luna i ja byłyśmy modelkami- http://www.psfz.pl/2013/03/13/zwyciezcy-petografia-2013-edycja-lutowa/
Gratulujemy zwycięstwa! :D
PS.: Zdjęcia na seminarium wykonywała m. in. Natalia Karpińska i Zuzanna Musialik.
![]() |
| Fot.: Marzena Sieradzka |
W weekend poprzedzający ten feralny poniedziałek byłam natomiast obserwatorem na seminarium obedience z Patrycją Kowalczyk! Świetnie się tam bawiłam, mimo tego, że pogoda wybitnie nie dopisała i wszyscy zamarzaliśmy! Sobotnia aura tak dała mi w kość, że następnego dnia ubrałam się znacznie cieplej i najczęściej jak to było możliwe, chodziłam na spacery ze znajomymi uczestnikami, by się rozgrzać.Bieganie jeszcze nigdy w życiu nie było dla mnie tak satysfakcjonujące- jakoś można było te 8 godzin na mrozie przetrwać :D (w niedzielę padał śnieg, deszcz i grad^^) Muszę się też pochwalić, że byłam JEDYNYM obserwatorem, który w oba dni wytrwał do końca semi! :D Większość osób nie biorących czynnie udziału w zajęciach zwijała się w okolicy połowy ich trwania ;). Cieszę się bardzo, że mogłam podpatrzeć pracę z psami zwracającymi większą uwagę na pobratymców, niż na przewodnika i niekoniecznie mających wobec nich miłe zamiary...
W seminarium uczestniczyli także zawodowi behawioryści i szkoleniowcy. Myślę, że świadczy to jak najlepiej o profesjonalizmie, wiedzy i umiejętnościach Patrycji. Na następne takie zajęcia na pewno wybiorę się z Luną ;)
Patrycja i jej suczka Zoe są niekwestionowanymi mistrzyniami sztuczek, wszystkim, którzy jeszcze nie widzieli, polecam ich wspaniały filmik robiący obecnie furorę na całym świecie ;D
Kolejna i ostatnia już w tym poście wiadomość jest taka, że Natalia Karpińska wygrała lutową edycję konkursu fotograficznego organizowanego przez Petografię zdjęciem, na którym Luna i ja byłyśmy modelkami- http://www.psfz.pl/2013/03/13/zwyciezcy-petografia-2013-edycja-lutowa/
Gratulujemy zwycięstwa! :D
PS.: Zdjęcia na seminarium wykonywała m. in. Natalia Karpińska i Zuzanna Musialik.
sobota, 23 lutego 2013
Problematyczny aport...
Luna nigdy nie była psem lubiącym aportować. Odkąd pamiętam, największą radość sprawiało jej branie zabawki w pysk i uciekanie z nią, zachęcając innych do gonitwy. Jako, że kilka długich lat naszego wspólnego życia trwałam w nieświadomości, jak bardzo wciągnę się w dogfrisbee i jaki talent drzemie w wymienionym wyżej kundlu, niezbyt się tym przejmowałam. Skoro pies chciał się bawić uciekając, a nikt nie miał planów związanych z aportem, wszyscy członkowie rodziny ochoczo biegali za psiskiem z gryzakiem w pysku. Nie muszę chyba tłumaczyć, że nie ma raczej zabawy, która bardziej negatywnie wpływałaby na chęć psa do aportu ;-) Podczas każdej z takich gonitw, Luniak coraz bardziej przekonywał się, że uciekanie z zabawką jest najfajniejsze na świecie!
Aż nastała zmiana... Pańcia, która miała jeszcze małe pojęcia na temat psiego frisbee, zobaczyła, że w Poznaniu odbędą się zawody w tejże dyscyplinie. I oczywiście nie mogło jej tam zabraknąć. Wyruszyła z samego rana, zobaczyła latające pieski, nabyła swój pierwszy dysk ( Dog Chow <3). W domu oczywiście dała zabawkę psu, który, przyzwyczajony do różnych kształtów gryzaków, wziął ją do pyska i z chęcią się poszarpał. Zaczęło się przeszukiwanie stron z informacjami, ćwiczenia rzutów według znalezionych w internecie informacji, nakręcanie psa na dysk. I okazało się, że nie umiemy najważniejszego- aportu... Po zakupie swojego pierwszego zestawu, nastąpiło wymienianie się dyskami, szarpanie, zachęcanie do podążania- ale Luniak tak bardzo lubił uciekanie z zabawką, że nic z tego nie wychodziło. Pierwsze dyski (standardowe) zostały doszczętnie zamordowane. Zakupiony został drugi zestaw, wytrzymalszy (Hero Xtra- z czasem i on poległ :P) i pańcia dalej użerała się z pieskiem. Piesek albo przychodził sam, albo uciekał z zabawką. Ale użeranie się trwało, aż w końcu nastąpił przełom... Luna przyniosła dysk! Zostało to nagrodzone porządną dawką szarpania i następnym razem sukces został powtórzony. :D Dalej zdarzało jej się mnie minąć i dopiero przyjść (oczywiście po uprzednim piszczeniu, klękaniu, machaniu rękami i uciekaniu przez pańcię- aż dziw, że nikt z przechodniów nie zadzwonił po pogotowie psychiatryczne...), aport był wolny, ale był! Kundel przynosił coraz chętniej, a dumna pańcia naumiała nawet pieska wyskoku przed szarpaniem się, co nawet mu się spodobało.
Obrałam więc chyba najbardziej skuteczną metodę- szarpanie, puszczanie dysku przez opiekuna i zachęcanie psa z zabawką do podążania za przewodnikiem w celu dalszej zabawy, szarpanie, puszczanie, odbieganie i powtarzanie schematu. Z czasem zaczęłam rzucać dysk (najpierw wprost do pyska, później backhanda z obiegiem). Efekt? Luna w zawrotnym tempie zrozumiała, że po aporcie nastąpi zabawa w przeciąganie i po każdym rzucie pędziła do mnie, ochoczo opierając na mnie przednie łapy by wetknąć mi dekiel w ręce. :)
Aporterem z krwi i kości Luna nigdy jednak nie będzie i zdaję sobie z tego sprawę. Właściwie według niej ten rodzaj zabawy dotyczy się tylko frisbee- jakoś nauczyła się, że harce z tym płaskim, okrągłym przedmiotem polegają na przynoszeniu zdobyczy, ale inne zabawki aportuje bardzo niechętnie. Szarpak również przynosi, gdy bardzo się nakręci, piłeczkę tylko, jeśli wie, że po przyniesieniu czeka ją szarpaczek i przeciąganie lub smaczki ;) A jak znajdzie patyk (którymi właśnie kiedyś bawiła się najczęściej) od razu zaczyna z nim uciekać i nakłonienie ją do przyniesienia go graniczy z cudem ;) Wcale jednak tego od niej nie wymagam, dobrze, że frisbee nauczyła się aportować, jak chce z patyczkiem uciekać, to nie ucieka ;)
| Fot.: Zuzanna Musialik |
![]() |
| Fot.: Natalia Karpińska |
Obrałam więc chyba najbardziej skuteczną metodę- szarpanie, puszczanie dysku przez opiekuna i zachęcanie psa z zabawką do podążania za przewodnikiem w celu dalszej zabawy, szarpanie, puszczanie, odbieganie i powtarzanie schematu. Z czasem zaczęłam rzucać dysk (najpierw wprost do pyska, później backhanda z obiegiem). Efekt? Luna w zawrotnym tempie zrozumiała, że po aporcie nastąpi zabawa w przeciąganie i po każdym rzucie pędziła do mnie, ochoczo opierając na mnie przednie łapy by wetknąć mi dekiel w ręce. :)
![]() |
| Fot.: Natalia Karpińska |
Aporterem z krwi i kości Luna nigdy jednak nie będzie i zdaję sobie z tego sprawę. Właściwie według niej ten rodzaj zabawy dotyczy się tylko frisbee- jakoś nauczyła się, że harce z tym płaskim, okrągłym przedmiotem polegają na przynoszeniu zdobyczy, ale inne zabawki aportuje bardzo niechętnie. Szarpak również przynosi, gdy bardzo się nakręci, piłeczkę tylko, jeśli wie, że po przyniesieniu czeka ją szarpaczek i przeciąganie lub smaczki ;) A jak znajdzie patyk (którymi właśnie kiedyś bawiła się najczęściej) od razu zaczyna z nim uciekać i nakłonienie ją do przyniesienia go graniczy z cudem ;) Wcale jednak tego od niej nie wymagam, dobrze, że frisbee nauczyła się aportować, jak chce z patyczkiem uciekać, to nie ucieka ;)
niedziela, 17 lutego 2013
Muzycznie ;)
Poznałam ostatnio kilka utworów muzycznych, które swoją tematyką dotyczą mojej największej pasji- kynologii.
Will Young - Come On (dzięki mudikowemu blogowi- Wartowniki)
Słysząc gdziekolwiek tę piosenkę na pewno nie zwróciłabym na nią najmniejszej uwagi, jednak teledysk jest po prostu piękny. Może do niektórych momentów można by się przyczepić, co bardziej obeznani psiarze dostrzegą proste sztuczki mające symulować ,,wypadek", wzięty ,,od czapy" ;) wiek przewodnika i psa, lecz nie ma to najmniejszego wpływu na przesłanie- by kochać swojego psa mimo jego wad oraz nie poddawać się i zaprzestawać pracy ze zwierzakiem, jeśli nie jest w jakiejś dziedzinie mistrzem. Naprawdę, znam psy z poważnymi problemami z motywacją czy gaszeniem się, lecz dzięki temu, że ich opiekunowie zamiast kupić sobie nowego szczeniaczka odkręcają stare problemy czy pracują nad charakterem, są dziś niezłymi wymiataczami ;)
Do tego na pewno przyczynił się do popularyzacji psich sportów i mądrego kochania swojego psa zapewniając mu przede wszystkim ruch, a nie leżenie całe dnie na kanapie i krótkie spacerki ;)
Jedyne co naprawdę mi się nie podoba to wizja dziecka "zajeżdżającego" szczeniaka- nawet jeśli nieświadomie...
Hunter- ,,Psi"
Tym razem i sama muzyka zasługuje na uwagę, jednak to przesłanie czyni utwór wyjątkowym. Piosenka o bezdomnych psach i ludziach- więcej chyba mówić nie trzeba.
PS.: A my musimy pochwalić się nowym nabytkiem...
Długo wyczekane (bo nie było w kolorze moro, na którym mi tak zależało xD), z może nie takimi logami, jak do końca chciałam, ale piękne, porządne i chyba w końcu jakieś szelki, z których się Luna nie wyplącze! Z całego serca polecamy smycz (również z Julius K-9), antypoślizgową- naprawdę nie wiedziałam, że zwykła smycz może sprawić tyle radości! :)
Pozdrawiamy- Estera i Luna!
Will Young - Come On (dzięki mudikowemu blogowi- Wartowniki)
Słysząc gdziekolwiek tę piosenkę na pewno nie zwróciłabym na nią najmniejszej uwagi, jednak teledysk jest po prostu piękny. Może do niektórych momentów można by się przyczepić, co bardziej obeznani psiarze dostrzegą proste sztuczki mające symulować ,,wypadek", wzięty ,,od czapy" ;) wiek przewodnika i psa, lecz nie ma to najmniejszego wpływu na przesłanie- by kochać swojego psa mimo jego wad oraz nie poddawać się i zaprzestawać pracy ze zwierzakiem, jeśli nie jest w jakiejś dziedzinie mistrzem. Naprawdę, znam psy z poważnymi problemami z motywacją czy gaszeniem się, lecz dzięki temu, że ich opiekunowie zamiast kupić sobie nowego szczeniaczka odkręcają stare problemy czy pracują nad charakterem, są dziś niezłymi wymiataczami ;)
Do tego na pewno przyczynił się do popularyzacji psich sportów i mądrego kochania swojego psa zapewniając mu przede wszystkim ruch, a nie leżenie całe dnie na kanapie i krótkie spacerki ;)
Jedyne co naprawdę mi się nie podoba to wizja dziecka "zajeżdżającego" szczeniaka- nawet jeśli nieświadomie...
Hunter- ,,Psi"
Tym razem i sama muzyka zasługuje na uwagę, jednak to przesłanie czyni utwór wyjątkowym. Piosenka o bezdomnych psach i ludziach- więcej chyba mówić nie trzeba.
PS.: A my musimy pochwalić się nowym nabytkiem...
Długo wyczekane (bo nie było w kolorze moro, na którym mi tak zależało xD), z może nie takimi logami, jak do końca chciałam, ale piękne, porządne i chyba w końcu jakieś szelki, z których się Luna nie wyplącze! Z całego serca polecamy smycz (również z Julius K-9), antypoślizgową- naprawdę nie wiedziałam, że zwykła smycz może sprawić tyle radości! :)
Pozdrawiamy- Estera i Luna!
niedziela, 10 lutego 2013
Obroża i smycz z FUNtastic Collection!
Czasu mam ostatnio jak na lekarstwo i z małym opóźnieniem mogę w końcu napisać post dotyczący naszego nowego dobytku. A jest to pracowicie wykonany ze sznurków odzieżowych zestaw z FUNtastic Collection! Firma ta zajmuje się wykonywaniem obroży i smyczy na zamówienie, co jest niebywałą zaletą, tym bardziej, że ActivDog zawiesił swoją dotychczasową działalność :( Ja natomiast zawsze lubię mieć niepowtarzalne rzeczy, co tyczy się także- a może przede wszystkim- akcesoriów dla psów! :D Tak więc cieszę się, że nadal będę miała możliwość projektowania własnych obroży i smyczy.
W pierwszej takiej obroży dla Luny niestety nawaliło jedno kółeczko, które było źle zespawane. W następnej kołeczka były prawie dwa razy grubsze od poprzednich i niezwykle wytrzymałe- polecam, jako właścicielka sporego psa-niszczyciela-co-mniej-wytrzymałych-sprzętów (tak, nasza ukochana obroża w dyńki z FurkidZa jest niemalże w rozsypce...) ;)
Jak już wspomniałam, uwielbiam rzeczy niepowtarzalne. Wybierając wzorek (MS. PRINCESS- w smyczy i pierwszej obroży) kierowałam się jego oryginalnością i wielobarwnością. Tymczasem druga obroża, której tym razem sama nie komponowałam (czarny z dodatkiem niebieskiego) okazała się być również piękna- nie "kipi" kolorami, lecz ma w sobie ,,TO COŚ" ;) Wygląda naprawdę ciekawie i elegancko.
Jak więc można zauważyć, możliwości wymyślania wzorków i doboru kolorów są niemal nieograniczone. Sznurki są ze sobą mocno splecione, nie rozciągają tworząc puste przestrzenie, lecz jednocześnie są elastyczne i miękkie.
Możemy więc szczerze polecić FUNtastyczną Kolekcję!
Polecamy też fantastycznego fotografa- Natalię Karpińską ;)
Pozdrawiamy- Estera i Luna!
W pierwszej takiej obroży dla Luny niestety nawaliło jedno kółeczko, które było źle zespawane. W następnej kołeczka były prawie dwa razy grubsze od poprzednich i niezwykle wytrzymałe- polecam, jako właścicielka sporego psa-niszczyciela-co-mniej-wytrzymałych-sprzętów (tak, nasza ukochana obroża w dyńki z FurkidZa jest niemalże w rozsypce...) ;)
Jak już wspomniałam, uwielbiam rzeczy niepowtarzalne. Wybierając wzorek (MS. PRINCESS- w smyczy i pierwszej obroży) kierowałam się jego oryginalnością i wielobarwnością. Tymczasem druga obroża, której tym razem sama nie komponowałam (czarny z dodatkiem niebieskiego) okazała się być również piękna- nie "kipi" kolorami, lecz ma w sobie ,,TO COŚ" ;) Wygląda naprawdę ciekawie i elegancko.Jak więc można zauważyć, możliwości wymyślania wzorków i doboru kolorów są niemal nieograniczone. Sznurki są ze sobą mocno splecione, nie rozciągają tworząc puste przestrzenie, lecz jednocześnie są elastyczne i miękkie.
![]() |
| Na dole leży upaćkana błotem smycz! :D |
Polecamy też fantastycznego fotografa- Natalię Karpińską ;)
Pozdrawiamy- Estera i Luna!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














