sobota, 20 października 2012

Jesienne spacerki :)

Ostatnio co raz bardziej się uaktywniamy, Luncia często wychodzi na długie spacerki, na których głównie biega luzem, ale zdarza jej się też połapać czasem piłeczkę albo poobiegać drzewka ;) Jednym słowem wracamy do formy!

 

Mamy też nową, Halloweenową obrożę! :D Jest naprawdę śliczna :)


Choć nie brałam tego pod uwagę wybierając tę obrożę spośród Halloweenowych wzorów, trzeba przyznać, że bardzo do Luny pasuje kolorystycznie ;)

W ten weekend w Poznaniu odbywa się Międzynarodowa Wystawa Psów, na której oczywiście przyglądam się wystawianym pieskom i straganom z przeróżnymi produktami. Jutro kupuję Lunie klatkę :D Zdjęć trochę robiłam, ale nie wiem, czy je tu zamieszczę, ponieważ musiałam focić aparatem mojej babci, więc jakość jest oczywiście ,,powalająca"... XD Ale może coś się znajdzie ;)

To jeszcze na koniec taka ładna foteczka w krzaczorach!

 Pozdrawiamy- Estera i Luna :)

wtorek, 9 października 2012

Strefy

Jeśli chodzi o Lunę, powoli zaczynamy robić coś w kierunku powrotu do sprawności. Wczoraj i dzisiaj byłyśmy na takim trochę dłużyszm spacerku, ale bez żadnych szaleństw ;) Do tej pory Luna odbywała tylko króciutkie spacerki na załatwienie potrzeb fizjologicznych, więc to już coś. Stopniowo będziemy przedłużać spacery, ale na razie nie możemy za bardzo szaleć ;)

Niestety, w związku z zaistniałą operacją, nie mogę wyjść z Luną, żeby porobić zdjęć do następnej notki poradnikowej dotyczącej frisbee. Postanowiłam więc napisać coś o agility :)
Na wstępie muszę zaznaczyć, że doświadczenie w tym sporcie mam naprawdę znikome ;) Widzę, że ten sport bardzo Lunę satysfakcjonuje i już od początków jej pobytu w naszej rodzinie były jakieś zabawy z przeskakiwaniem miotły opartej o krzesła, czy ławek ;) Jednak dopiero niedawno zaczęłyśmy mieć sposobność wynająć porządny torek i poćwiczyć troszkę poważniej. Wynajmowanie torku jest jednak nieco kosztowne, a okazja, żeby poćwiczyć i tak zdarza się dość rzadko, więc nie podchodzimy do agi tak poważnie, jak do frisbee. Trochę jednak czytałam o tym sporcie i chciałabym podzielić się moją wiedzą z innymi, początkującymi osobami, od razu zaznaczając, że trenujący nieco bardziej poważnie nie będą mieli czego tu szukać, ponieważ wszystko to, co napiszę, na pewno wiedzą ;)

Dzisiejsza notka będzie dotyczyć stref. Na początku kilka słów o strefach :)



PRZESZKODY STREFOWE, czyli kładka, palisada i huśtawka, to przeszkody, w których wydzielono fragmenty (wejściowy i zejściowy), pomalowane na inny kolor, których pies, pokonując przeszkodę, musi dotknąć co najmniej jedną łapą. (Wiem, trochę to zawiłe XD)
Sposobów uczenia psów zaliczania stref jest oczywiście bez liku ;) Opiszę tutaj metody, polegające na zatrzymywaniu się psa na strefach- bardzo skuteczne, ich wykonanie może zajmować nieco więcej czasu niż przebiegnięcie po strefie, ale mamy prawie 100% pewności, że pies zaliczy ten szczególny fragment przeszkody ;) Istnieją 2 rodzaje tego sposobu, a mianowicie: kiedy pies zatrzymuje się na strefie wszystkimi 4 łapami (4on) oraz kiedy zatrzymuje się stojąc przednimi łapami na ziemi, a tylnymi na przeszkodzie (2on2off). Jest to chyba najbardziej popularna metoda. Ja również wybrałam właśnie ją :)



Po pierwsze musimy nauczyć psa, że przebywanie na strefach jest fajne! Czyli tam własnie go nagradzamy, głaszczemy, szarpiemy się i dajemy smaczki :) Zwierzak musi wiedzieć, że zatrzymywanie się na końcu przeszkody się opłaca ;)
 Po drugie powinniśmy nauczyć naszego psa różnych ćwiczeń na świadomość ciała, czyli stanie na małych powierzchniach (np. stołek), wchodzenie do miski, stawanie tylnymi łapani na książkach, opieranie ich o pień drzewa itp. Większość psów od urodzenia używa tylnych łapek w sposób automatyczny i łatwiej im będzie, jeśli sobie o nich przypomną ;)
Jeśli pies ma już zrobione takie ,,podstawy" możemy zacząć ćwiczyć z nim, albo na jak najniżej ustawionej palisadzie, albo po prostu na pochyłej desce, opartej z jednej strony o jakieś wzniesienie (na które pies bez problemu może wskoczyć), a z drugiej o podłoże ;)
Filmik prezentujący takie ćwiczenia: http://www.youtube.com/watch?v=6mhNtpc0jKk&list=UUysYBGR1gatNaRNkvq0MVvw&index=46&feature=plcp

Ćwiczmy w ten sposób biegnąc z dwóch stron psa, przywołując go przez przeszkodę, wysyłając go na nią, biegnąc przed nim i za nim. Z czasem będziemy przyspieszać, pamiętajmy jednak zawsze,by nagrodzić psa w odpowiednim momencie, zanim zaczniemy biegać jakieś sekwencje ;)

Z huśtawką jest trochę inaczej, może napiszę o niej innym razem ;)
Mam nadzieję,że się to komuś przyda :) Jak ktoś zauważy  jakiś błąd lub chciałby coś dodać, niech śmiało pisze w komentarzach,bo mogłam o czymś zapomnieć ;) My się dopiero uczymy, zobaczymy jakie rezultaty przyniesie ta nasza nauka ;)

Pozdrawiamy- Estera i Luna :D

środa, 3 października 2012

Operacja...

Cóż, ostatnio naprawdę dużo się u nas dzieje, za to czasu na pisanie mam proporcjonalnie mało :P Ale zacznę może od wizyty u weterynarza, jaką odbyłyśmy w zeszłą sobotę. Otóż, badanie USG wykazało, że Luna ma ropomacicze O.O Niestety, wcześniej prawie nikt z rodziny nie kwapił się do sterylizacji- zawsze były ,,ważniejsze" wydatki, a teraz sprawa się rozwiązała i już nie musimy przejmować się cieczkami ani innymi choróbskami, pozostaje tylko dbać o linię ;) I cieszyć się, że schorzenie zostało wykryte na tyle wcześnie, że pies na tym nie ucierpiał, bo dopiero co się zaczynało i objawów nie było praktycznie żadnych :)


Udało się wszystko szybko załatwić, w poniedziałek Luna była umówiona na operację na wtorek. Zabieg poszedł zgodnie z planem, nie było żadnych powikłań :)


Obecnie Lunka czuje się po prostu świetnie :) Działanie narkozy zupełnie minęło (wczoraj była troszkę osowiała), jest na lekach przeciwbólowych i zachowuje się tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało ;) Wyraźnie nie może zrozumieć, dlaczego nie bawimy się z nią, nie wychodzimy na długie spacery itp. Frisbee zobaczy  niestety dopiero za miesiąc... Na razie uczymy się zakładania łapy na łapę, będziemy też na pewno targetować, ale z porządnych ćwiczeń musimy na jakiś czas zrezygnować...


Border na opakowaniu! <3
Aha, i kupiłam jeszcze w lecznicy smakołyki hipoalergiczne :D Widać, że Luniakowi smakują, no i w końcu mam dla niej jakąś naprawdę fajną nagrodę za wykonywane ćwiczenia ;) Jej stała karma już jej się chyba trochę znudziła, choć także cieszyła się u Lunci powodzeniem ;)

















                                            Jeszcze na koniec pooperacyjny baleronik!


Pozdrawiamy- Estera i kulawa Luna ;)

piątek, 21 września 2012

Spacer :)

Wczoraj byłyśmy na bardzo miłym spacerku, spędzonym w towarzystwie Natalii i Cody'ego oraz Pauli, Weny i Hondy :) Luna była na początku bardzo pobudzona i wyraźnie chciała pobiegać z czarno-białymi torpedkami, ale nigdy nie mogę być do końca pewna, czy przypadkiem nie przyjdzie jej do głowy pomysł by się z jakimś pieskiem pogryźć... A kaganiec mamy na razie tylko metalowy (jakieś 3 razy pytałam się w sklepie czy mają gumowy i za każdym razem nie mieli jej rozmiaru...), więc wolałam jej na razie w ogóle nie spuszczać. Za to pobawiłyśmy się chwilę piłeczką i szarpakiem, trochę posztuczkowałyśmy i już Luniakowi ulżyło ;) Potem była już spokojniejsza i przyzwyczaiła się do śmigających w tę i z powrotem borderków ;)


Ze spacerku jesteśmy bardzo zadowolone :) Po za tym, niedługo spotkamy się z behawiorystą i zobaczymy, czy będzie można trochę Luneczkę oswoić z innymi psami ;)

niedziela, 16 września 2012

Kolczatka

Zanim zacznę swe wywody, należy doprecyzować, czym jest kolczatka. Jest to ,,narzędzie" przeznaczone do szkolenia psa, czyli używania przez osoby, które wiedzą, jak się nim posługiwać- profesjonalnych, doświadczonych szkoleniowców/ behawiorystów. Niestety, codziennie widuję ludzi wyprowadzających swoje psy na kolczatkach, najczęściej źle dopasowanych, w połączeniu ze smyczami automatycznymi, a przede wszystkim- nieodpowiednio używanych. Może to doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych i behawioralnych z podopiecznym. Dlaczego?

Choć używanie kolczatki przez osoby, które naprawdę wiedzą, jak to robić, może dać efekty w szkoleniu, stosowanie tych obroży przez ludzi, nie mających o nich pojęcia, jest według mnie niedopuszczalne. Część osób kupuje kolczatki psom zrównoważonym, spokojnym, które spokojnie mogłyby chodzić w zwykłej obroży lub szelkach, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że ostre, metalowe kolce, wbijające się w szyję, nie muszą być najwygodniejszą rzeczą na świecie... Szczytem jest zakładanie tego narzędzia pupilowi, bo ma "groźnie" i "ładnie" wyglądać (a i z tym się spotkałam!). Myślę, że nie trzeba być szkoleniowcem i behawiorystą po najlepszych kursach, by dostrzec, że coś takiego sprawia dyskomfort. Nie wspominając już o przypadkach, kiedy psy chodzące w takich obrożach prowadzone są na smyczach automatycznych... Jest to najgorsze połączenie, ponieważ nacisk na psią szyję trwa cały czas, zwierzę niczego się nie uczy.
Oczywiście nie znaczy to, że ludzie zakładający kolczatki psom z problemami behawioralnymi, bez konsultacji ze szkoleniowcem, dobrze postępują. Często wynika z lenistwa i chęci efektów bez pracy. Ludzie myślą, że kolczatka to obraża, która sprawi, że ich pies zacznie nagle być usłuchany i grzeczny, przestanie ciągnąć na smyczy czy wykazywać agresję. W efekcie zakładania psu na szyję co chwilę zaciskającej się obroży, zwierzak jeszcze bardziej traci zaufanie do właściciela, czuje się sfrustrowany i zestresowany, co najczęściej jeszcze pogłębia jego problemy. Dodatkowo u całkiem zdrowego psychicznie psa, po nieumiejętnym zastosowaniu tego narzędzia może wystąpić agresja smyczowa, będąca efektem skojarzenia sobie neutralnego wcześniej obiektu (np. przechodnia) z zaciśnięciem obroży i bólem. Przy złym stosowaniu kolczatki pies z czasem przyzwyczaja się do dyskomfortu, ale przecież nie o to tu chodzi!

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wycofanie kolczatek z powszechnej sprzedaży. Powinny być dostępne tylko dla szkoleniowców, którzy widzieliby gdzie szukać takiego sprzętu (profesjonalne sklepy internetowe, itp.). Mam nadzieję, że ludzie uważający kolczatki za świetne obroże do codziennego użytku i rozwiązanie ich problemów bez żadnej pracy szybko zostaną uświadomieni, że nic nie zastąpi ćwiczeń z psem... I nie, kolczatka sama w sobie nie jest zła! Ale żeby skutecznie działać, jak każde inne narzędzie (kantar, łańcuszek, szelki easy-walk itp.) musi być odpowiednio dopasowana i używana przez wyedukowane w tej kwestii osoby.


Pozdrawiamy- Estera & Luna :)

czwartek, 30 sierpnia 2012

Luna wakacyjnie ;)

Przedstawiam kolejny filmik prezentujący moją psicę, tym razem z zakresu wakacyjnych atrakcji :)


Aż strach pomyśleć, że za chwilę zacznie się rok szkolny :O Oznaczać to będzie z pewnością mniej czasu na wspólne ćwiczenia, będziemy jednak starać się trenować, kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja! :)

czwartek, 16 sierpnia 2012

DCDC i ME 2012! :D

W ostatni weekend w Poznaniu odbyły się długo wyczekiwane przez dogfisbiarzy zawody z serii Dog Chow Disc Cup połączone z Mistrzostwami Europy dogfrisbee. Na zawodach nie mogło mnie oczywiście zabraknąć! Dzielnie towarzyszyła mi Luna, która jednak nie była tam przez cały dzień, ponieważ było to dla niej dość męczące (nie mamy klatki, więc Luna zamiast spać cały czas pozostawała czujna, tymczasem psy potrzebują więcej snu niż ludzie i zwykle przesypiają część dnia). Po Luniaka przyjeżdżała więc moja mama, po czym obie wracały do domu, a ja pozostawałam na zawodach do wieczora.


Cóż, wstawanie o 6 i wracanie do domu, kiedy na niebie pojawiły się gwiazdy, bywa męczące, ale dla takich zawodów było warto! Atmosfera była naprawdę niezwykła, do czego z pewnością przyczynili się zawodnicy z 13(?) krajów Europy... Na polanie za polem startowym, gdzie zawodnicy ćwiczyli i rozgrzewali psy przed startem słychać było komendy wykrzykiwane w najróżniejszych językach, a czescy ,,kibice" skutecznie rozruszali publiczność zaczynając meksykańską falę, która ,,przetoczyła" się przez stojących przy bandzie ludzi, wywołując uśmiech na twarzach oglądających ;) Wiele radości wywołało również przybijanie piątek przez zawodników i publiczność, również zapoczątkowane przez Czechow, którzy najpierw praktykowali ten zwyczaj we własnym gronie, później zachęcając do tego pierwszą polską zawodniczkę w Top 20 Super Open, Hanię z Zecią, która przebiegła się wzdłuż bandy przybijają piątki obserwującym zawody rodakom ;) Później każdy z zawodników naśladował ten zwyczaj, bez względu na narodowość :D Poziom zawodów był naprawdę wysoki, a liczba teamów rekordowa- zmagania trwały przez 3 dni, od rana do wieczora, a konkurencje odbywały się często jednocześnie, na dwóch polach startowych ;) Z resztą nie będę się już rozpisywać, oto filmik, oczywiście zbyt krótki, by oddać wszystkie atrakcje i wyjątkowe momenty tych zawodów ;)



Wiele emocji przyniosły też zmagania Long Distance, w których zawodnik z Polski rzucił frisbee za bandę, jednak publiczność rozstąpiła się, przez co pies złapał dysk, a rzut został uznany przez sędziego 8) Dało to polskiej parze zwycięstwo i spowodowało niezwykłą radość wśród polskich zawodników i kibiców, dopingujących zawodników z naszej ojczyzny ;)

Wiele atrakcji zapewniała też Kejtrówka, organizująca mini szkółki i pokazy różnych psich sportów. Razem z Luną wzięłyśmy udział w Rally-O i agility :) Podczas gdy ta pierwsza dyscyplina nie wymagała spuszczenia psa ze smyczy (usłyszałam, że Luna się ślicznie skupia i ogólnie było fajnie) to druga już tak, przez co miałam pewne obawy, jednak Luna ani myślała pogryźć się z jakimś psem, czym miło mnie zaskoczyła :) Zakwalifikowałyśmy się do mini zawodów, ale nie stawiłam się tam, ponieważ stwierdziłam, że to jednak za duże ryzyko, z agresywnym psem ;) Mimo wszystko Luncia miło mnie zaskoczyła, ponieważ była naprawdę grzeczna  i prawie w ogóle się nie rzucała na psy, przez co stwierdziłam, że sobie nie wybaczę, jeśli za rok nie wystartujemy ;) Chyba, że pojawią się jakieś problemy zdrowotne (w końcu Luna nie jest najmłodsza), ale na to się nie zanosi ;)

Przy okazji DCDC rozstawiło się kilka straganów z akcesoriami dla psów, m. in. z bardzo fajnymi zabawkami, co zaowocowało nową piłeczką i piłką na sznurku, oraz nowym zestawem dysków Eurablend, tym razem we wszystkich dostępnych kolorach ;) Dla siebie kupiłam też bluzkę (z napisem ,,Dog Games" i rysunkiem psa łapiącego dysk), udało mi się też zdobyć pamiątkowy dysk!




zakupiłam też nową podróżną miskę, ponieważ stara się zepsuła ;)





Dekle!

Bawiłyśmy się świetnie i długo będziemy tęsknić do takich zawodów... Następne w Poznaniu, bardziej ,,kameralne", dopiero za rok! Jednak już z Luną ostro trenujemy, może następnym razem nie będziemy tylko widzami... ;)