sobota, 3 listopada 2012

Technika skoku we frisbee

Wczoraj minął dokładnie miesiąc od Luniakowej operacji, sama Luna czuje się świetnie :) Postanowiłyśmy więc trochę pofrisbować! A żeby za bardzo nie szaleć i przypomnieć mojemu latającemu psiakowi o tym, jak ma fruwać za frisbee, porobiłam jej trochę ćwiczeń na technikę skoku ;) O tym będzie też ta notka!


 Jak powinno wyglądać poprawne lądowanie? Otóż pies powinien spadać na przednie, lub wszystkie cztery łapy. Zeskakiwanie na tylne kończyny zwiększa ryzyko kontuzji, nadwyręża też kręgosłup.









 Jak nauczyć psa poprawnie upadać? Cóż, ogromny wpływ na skoki danego psa ma jego budowa i predyspozycje. Istnieją jednak ćwiczenia, uczące psa poprawnego ,,lotu". U nas skuteczny okazał się sposób z hula-hop, choć można też wykorzystywać choćby hopki do agi ;) W ćwiczeniu tym należy trzymać przeszkodę i dysk tak, aby pies łapiąc zabawkę przeskakiwał przez obręcz.


Skacząc przez koło, zwierzak musi się ,,złożyć" i wylądować na przednich łapach. Powtarzając ćwiczenie utrwali mu się nawyk poprawnego skoku, chociaż jak już wspomniałam wiele zależy od naturalnych predyspozycji, więc nie zawsze udaje się to zmienić ;)







A teraz mały bonusik, czyli zdjęcia  ze spacerku, za które dziękujemy Natalii Karpińskiej :)

Powracamy do przedoperacyjnej formy!



Ostatnio Luna bardzo ładnie ogarnia stanie na stopach :)

Ale nie zawsze wszystko wychodzi :P

Pozdrawiamy- Estera i Luna :)

wtorek, 30 października 2012

Kilka niusów ;)

Niestety, wciąż nie mogę dać zdjęć z wystawy psów, która odbyła się w Poznaniu przeszło tydzień temu ani klatki. Jest w każdym razie materiałowa, można ją łatwo złożyć i przewieść i bardzo się Luniakowi spodobała :)

Muszę też koniecznie napisać, że byłyśmy ostatnio w szkole dla psów Cztery Łapy i dostałyśmy wiele cennych porad. Przede wszystkim zostałam oświecona, że Luna ma dużo (w wyglądzie, a przede wszystkim zachowaniu) z amstaffa ;) Rzeczywiście, wcześniej podejrzewałam, że może mieć jakiegoś bullowatego przodka, jednak nie przypuszczałam, iż jest z nim tak blisko spokrewniona XD Kto wie, może miała być kiedyś ,,amstafem bez rodowodu", ale rozczarowany nowy nabytkiem ,,opiekun" wyrzucił zwierzaka, kiedy okazało się, że nie przypomina za bardzo przedstawiciela rasy? Wszystko możliwe...
Ale mniejsza z tym ;) Najbardziej cenne okazały się porady dotyczące mojej pracy z Luną. Pod względem agresji raczej niewiele można będzie zdziałać, ale problem u mojego psiaka leży gdzie indziej- Luna jest strasznym dzikusem i kompletnie nie potrafi się opanowywać ;) A więc należy ćwiczyć z nią sztuczki na precyzje- targetowanie, dotykanie łapami różnych rzeczy itp. Po drugie dużo węszenia- kiedyś sporadycznie dawałam jej zajęcia związane z używaniem nosa, teraz jednak wiem, żeby chować jej zabawki lub smakołyki do szukania codziennie. Już się do tego stosujemy, czy to w domu, czy na dworze :) No i dużo socjalizacji w mieście, żeby uczyła się opanowania w ruchliwym centrum itp. ;) Możliwe też, że będziemy uczęszczać tam na podstawowy kurs posłuszeństwa, żeby Luna nauczyła się pracować z innymi psami dookoła, ale to dopiero, jak się kasa znajdzie :P

I tak jest już o wiele lepiej, niż było kiedyś, staram się odpowiednio z nią pracować i już widzę, że Luna znacznie mniej okazuje agresje w stosunku do innych psów i częściej woli się z nimi bawić :D A nawet jak się już rzuci, wystarczy, że powiem jej żeby usiadła i zacznę coś ćwiczyć, Luna momentalnie zapomina o innym psie i liczy się dla niej tylko praca ze mną :) Jesteśmy więc na dobrej drodze! :D


Pozdrawiamy- Estera i Luna! :))




sobota, 20 października 2012

Jesienne spacerki :)

Ostatnio co raz bardziej się uaktywniamy, Luncia często wychodzi na długie spacerki, na których głównie biega luzem, ale zdarza jej się też połapać czasem piłeczkę albo poobiegać drzewka ;) Jednym słowem wracamy do formy!

 

Mamy też nową, Halloweenową obrożę! :D Jest naprawdę śliczna :)


Choć nie brałam tego pod uwagę wybierając tę obrożę spośród Halloweenowych wzorów, trzeba przyznać, że bardzo do Luny pasuje kolorystycznie ;)

W ten weekend w Poznaniu odbywa się Międzynarodowa Wystawa Psów, na której oczywiście przyglądam się wystawianym pieskom i straganom z przeróżnymi produktami. Jutro kupuję Lunie klatkę :D Zdjęć trochę robiłam, ale nie wiem, czy je tu zamieszczę, ponieważ musiałam focić aparatem mojej babci, więc jakość jest oczywiście ,,powalająca"... XD Ale może coś się znajdzie ;)

To jeszcze na koniec taka ładna foteczka w krzaczorach!

 Pozdrawiamy- Estera i Luna :)

wtorek, 9 października 2012

Strefy

Jeśli chodzi o Lunę, powoli zaczynamy robić coś w kierunku powrotu do sprawności. Wczoraj i dzisiaj byłyśmy na takim trochę dłużyszm spacerku, ale bez żadnych szaleństw ;) Do tej pory Luna odbywała tylko króciutkie spacerki na załatwienie potrzeb fizjologicznych, więc to już coś. Stopniowo będziemy przedłużać spacery, ale na razie nie możemy za bardzo szaleć ;)

Niestety, w związku z zaistniałą operacją, nie mogę wyjść z Luną, żeby porobić zdjęć do następnej notki poradnikowej dotyczącej frisbee. Postanowiłam więc napisać coś o agility :)
Na wstępie muszę zaznaczyć, że doświadczenie w tym sporcie mam naprawdę znikome ;) Widzę, że ten sport bardzo Lunę satysfakcjonuje i już od początków jej pobytu w naszej rodzinie były jakieś zabawy z przeskakiwaniem miotły opartej o krzesła, czy ławek ;) Jednak dopiero niedawno zaczęłyśmy mieć sposobność wynająć porządny torek i poćwiczyć troszkę poważniej. Wynajmowanie torku jest jednak nieco kosztowne, a okazja, żeby poćwiczyć i tak zdarza się dość rzadko, więc nie podchodzimy do agi tak poważnie, jak do frisbee. Trochę jednak czytałam o tym sporcie i chciałabym podzielić się moją wiedzą z innymi, początkującymi osobami, od razu zaznaczając, że trenujący nieco bardziej poważnie nie będą mieli czego tu szukać, ponieważ wszystko to, co napiszę, na pewno wiedzą ;)

Dzisiejsza notka będzie dotyczyć stref. Na początku kilka słów o strefach :)



PRZESZKODY STREFOWE, czyli kładka, palisada i huśtawka, to przeszkody, w których wydzielono fragmenty (wejściowy i zejściowy), pomalowane na inny kolor, których pies, pokonując przeszkodę, musi dotknąć co najmniej jedną łapą. (Wiem, trochę to zawiłe XD)
Sposobów uczenia psów zaliczania stref jest oczywiście bez liku ;) Opiszę tutaj metody, polegające na zatrzymywaniu się psa na strefach- bardzo skuteczne, ich wykonanie może zajmować nieco więcej czasu niż przebiegnięcie po strefie, ale mamy prawie 100% pewności, że pies zaliczy ten szczególny fragment przeszkody ;) Istnieją 2 rodzaje tego sposobu, a mianowicie: kiedy pies zatrzymuje się na strefie wszystkimi 4 łapami (4on) oraz kiedy zatrzymuje się stojąc przednimi łapami na ziemi, a tylnymi na przeszkodzie (2on2off). Jest to chyba najbardziej popularna metoda. Ja również wybrałam właśnie ją :)



Po pierwsze musimy nauczyć psa, że przebywanie na strefach jest fajne! Czyli tam własnie go nagradzamy, głaszczemy, szarpiemy się i dajemy smaczki :) Zwierzak musi wiedzieć, że zatrzymywanie się na końcu przeszkody się opłaca ;)
 Po drugie powinniśmy nauczyć naszego psa różnych ćwiczeń na świadomość ciała, czyli stanie na małych powierzchniach (np. stołek), wchodzenie do miski, stawanie tylnymi łapani na książkach, opieranie ich o pień drzewa itp. Większość psów od urodzenia używa tylnych łapek w sposób automatyczny i łatwiej im będzie, jeśli sobie o nich przypomną ;)
Jeśli pies ma już zrobione takie ,,podstawy" możemy zacząć ćwiczyć z nim, albo na jak najniżej ustawionej palisadzie, albo po prostu na pochyłej desce, opartej z jednej strony o jakieś wzniesienie (na które pies bez problemu może wskoczyć), a z drugiej o podłoże ;)
Filmik prezentujący takie ćwiczenia: http://www.youtube.com/watch?v=6mhNtpc0jKk&list=UUysYBGR1gatNaRNkvq0MVvw&index=46&feature=plcp

Ćwiczmy w ten sposób biegnąc z dwóch stron psa, przywołując go przez przeszkodę, wysyłając go na nią, biegnąc przed nim i za nim. Z czasem będziemy przyspieszać, pamiętajmy jednak zawsze,by nagrodzić psa w odpowiednim momencie, zanim zaczniemy biegać jakieś sekwencje ;)

Z huśtawką jest trochę inaczej, może napiszę o niej innym razem ;)
Mam nadzieję,że się to komuś przyda :) Jak ktoś zauważy  jakiś błąd lub chciałby coś dodać, niech śmiało pisze w komentarzach,bo mogłam o czymś zapomnieć ;) My się dopiero uczymy, zobaczymy jakie rezultaty przyniesie ta nasza nauka ;)

Pozdrawiamy- Estera i Luna :D

środa, 3 października 2012

Operacja...

Cóż, ostatnio naprawdę dużo się u nas dzieje, za to czasu na pisanie mam proporcjonalnie mało :P Ale zacznę może od wizyty u weterynarza, jaką odbyłyśmy w zeszłą sobotę. Otóż, badanie USG wykazało, że Luna ma ropomacicze O.O Niestety, wcześniej prawie nikt z rodziny nie kwapił się do sterylizacji- zawsze były ,,ważniejsze" wydatki, a teraz sprawa się rozwiązała i już nie musimy przejmować się cieczkami ani innymi choróbskami, pozostaje tylko dbać o linię ;) I cieszyć się, że schorzenie zostało wykryte na tyle wcześnie, że pies na tym nie ucierpiał, bo dopiero co się zaczynało i objawów nie było praktycznie żadnych :)


Udało się wszystko szybko załatwić, w poniedziałek Luna była umówiona na operację na wtorek. Zabieg poszedł zgodnie z planem, nie było żadnych powikłań :)


Obecnie Lunka czuje się po prostu świetnie :) Działanie narkozy zupełnie minęło (wczoraj była troszkę osowiała), jest na lekach przeciwbólowych i zachowuje się tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało ;) Wyraźnie nie może zrozumieć, dlaczego nie bawimy się z nią, nie wychodzimy na długie spacery itp. Frisbee zobaczy  niestety dopiero za miesiąc... Na razie uczymy się zakładania łapy na łapę, będziemy też na pewno targetować, ale z porządnych ćwiczeń musimy na jakiś czas zrezygnować...


Border na opakowaniu! <3
Aha, i kupiłam jeszcze w lecznicy smakołyki hipoalergiczne :D Widać, że Luniakowi smakują, no i w końcu mam dla niej jakąś naprawdę fajną nagrodę za wykonywane ćwiczenia ;) Jej stała karma już jej się chyba trochę znudziła, choć także cieszyła się u Lunci powodzeniem ;)

















                                            Jeszcze na koniec pooperacyjny baleronik!


Pozdrawiamy- Estera i kulawa Luna ;)

piątek, 21 września 2012

Spacer :)

Wczoraj byłyśmy na bardzo miłym spacerku, spędzonym w towarzystwie Natalii i Cody'ego oraz Pauli, Weny i Hondy :) Luna była na początku bardzo pobudzona i wyraźnie chciała pobiegać z czarno-białymi torpedkami, ale nigdy nie mogę być do końca pewna, czy przypadkiem nie przyjdzie jej do głowy pomysł by się z jakimś pieskiem pogryźć... A kaganiec mamy na razie tylko metalowy (jakieś 3 razy pytałam się w sklepie czy mają gumowy i za każdym razem nie mieli jej rozmiaru...), więc wolałam jej na razie w ogóle nie spuszczać. Za to pobawiłyśmy się chwilę piłeczką i szarpakiem, trochę posztuczkowałyśmy i już Luniakowi ulżyło ;) Potem była już spokojniejsza i przyzwyczaiła się do śmigających w tę i z powrotem borderków ;)


Ze spacerku jesteśmy bardzo zadowolone :) Po za tym, niedługo spotkamy się z behawiorystą i zobaczymy, czy będzie można trochę Luneczkę oswoić z innymi psami ;)

niedziela, 16 września 2012

Kolczatka

Zanim zacznę swe wywody, należy doprecyzować, czym jest kolczatka. Jest to ,,narzędzie" przeznaczone do szkolenia psa, czyli używania przez osoby, które wiedzą, jak się nim posługiwać- profesjonalnych, doświadczonych szkoleniowców/ behawiorystów. Niestety, codziennie widuję ludzi wyprowadzających swoje psy na kolczatkach, najczęściej źle dopasowanych, w połączeniu ze smyczami automatycznymi, a przede wszystkim- nieodpowiednio używanych. Może to doprowadzić do poważnych problemów zdrowotnych i behawioralnych z podopiecznym. Dlaczego?

Choć używanie kolczatki przez osoby, które naprawdę wiedzą, jak to robić, może dać efekty w szkoleniu, stosowanie tych obroży przez ludzi, nie mających o nich pojęcia, jest według mnie niedopuszczalne. Część osób kupuje kolczatki psom zrównoważonym, spokojnym, które spokojnie mogłyby chodzić w zwykłej obroży lub szelkach, jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że ostre, metalowe kolce, wbijające się w szyję, nie muszą być najwygodniejszą rzeczą na świecie... Szczytem jest zakładanie tego narzędzia pupilowi, bo ma "groźnie" i "ładnie" wyglądać (a i z tym się spotkałam!). Myślę, że nie trzeba być szkoleniowcem i behawiorystą po najlepszych kursach, by dostrzec, że coś takiego sprawia dyskomfort. Nie wspominając już o przypadkach, kiedy psy chodzące w takich obrożach prowadzone są na smyczach automatycznych... Jest to najgorsze połączenie, ponieważ nacisk na psią szyję trwa cały czas, zwierzę niczego się nie uczy.
Oczywiście nie znaczy to, że ludzie zakładający kolczatki psom z problemami behawioralnymi, bez konsultacji ze szkoleniowcem, dobrze postępują. Często wynika z lenistwa i chęci efektów bez pracy. Ludzie myślą, że kolczatka to obraża, która sprawi, że ich pies zacznie nagle być usłuchany i grzeczny, przestanie ciągnąć na smyczy czy wykazywać agresję. W efekcie zakładania psu na szyję co chwilę zaciskającej się obroży, zwierzak jeszcze bardziej traci zaufanie do właściciela, czuje się sfrustrowany i zestresowany, co najczęściej jeszcze pogłębia jego problemy. Dodatkowo u całkiem zdrowego psychicznie psa, po nieumiejętnym zastosowaniu tego narzędzia może wystąpić agresja smyczowa, będąca efektem skojarzenia sobie neutralnego wcześniej obiektu (np. przechodnia) z zaciśnięciem obroży i bólem. Przy złym stosowaniu kolczatki pies z czasem przyzwyczaja się do dyskomfortu, ale przecież nie o to tu chodzi!

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby wycofanie kolczatek z powszechnej sprzedaży. Powinny być dostępne tylko dla szkoleniowców, którzy widzieliby gdzie szukać takiego sprzętu (profesjonalne sklepy internetowe, itp.). Mam nadzieję, że ludzie uważający kolczatki za świetne obroże do codziennego użytku i rozwiązanie ich problemów bez żadnej pracy szybko zostaną uświadomieni, że nic nie zastąpi ćwiczeń z psem... I nie, kolczatka sama w sobie nie jest zła! Ale żeby skutecznie działać, jak każde inne narzędzie (kantar, łańcuszek, szelki easy-walk itp.) musi być odpowiednio dopasowana i używana przez wyedukowane w tej kwestii osoby.


Pozdrawiamy- Estera & Luna :)